Niezawodny sposób na migrenę

„Kiedy dopada Cię ból głowy, sięgnij po … ” Hasło nagminnie powtarzane w reklamach, widzimy je w Internecie, słyszymy w telewizji, nic więc dziwnego, że kiedy przytrafia się nam ból rozsadzający czaszkę biegniemy do apteki i kupujemy coś przeciwbólowego. Tych przeciwmigrenowych „cosiów” mamy na rynku farmaceutycznym całkiem sporo, wiem bo jakieś 80 procent już przetestowałam na sobie… Preparaty z kofeiną, kodeiną, paracetamolem, ibuprofenem, diklofenakiem, a nawet kwasem tolfenamowym. Do wyboru, do koloru, w cenach przystępnych i kosmicznych. Doceniam bo kiedy boli mnie głowa mam ochotę jak najszybciej łyknąć specyfik i walnąć się do łóżka po to aby przeczekać ból. Kiedy ból mija i tak jestem potem nie do życia, snuję się po domu osowiała, bez energii, wymęczona i wkurzona bo wiem, że następnego dnia znowu powitają mnie z rana młotki rozsadzające łepetynę. Cudownie. Bo tak już niestety jest z tą przypadłością migrenową, że lubi sobie wpaść niezapowiedziana i posiedzieć parę dni, prawie jak „ukochana” teściowa 😉 I tutaj żadna tableteczka nie zrobi nam czary mary i nie przepędzi na dobre upierdliwej migreny. Ona będzie wracać i wyłączać nas z życia na dwa, trzy, a może nawet i więcej dni.

Dlatego jeśli masz już dosyć po pierwsze nawracającego bólu, a po drugie wydawania sporo kasy na leki przeciwbólowe spróbuj sposobu starego jak świat i niedocenianego … po prostu….ZACZNIJ CHODZIĆ NA SPACERY = DOTLENIAJ SWÓJ ORGANIZM 🙂 Eureka! 🙂

To jest to! Gdybym sama nie doświadczyła korzyści płynących z spacerowania, nigdy nie przypuszczałabym, że zwykłe „latanie po mieście” może tak dobroczynnie wpłynąć na mój organizm. Wcale nie trzeba specjalnie gospodarować czasu i szykować się do parku, lasu, wystarczy np. przejść się codziennie do pobliskiej piekarni po pieczywo, odprowadzić dzieci do szkoły, przedszkola, nawet pójść do pracy. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jeśli jest się szczęśliwym posiadaczem samochodu lenistwo sięga zenitu (znam z autopsji) i wygodniej nam wszędzie podjechać, poza tym pracę i szkołę można mieć na drugim końcu miasta i wtedy piesza wędrówka tam i z powrotem to naprawdę spore wyzwanie.

Około 2,6 km – taki dystans pokonany pieszo wystarcza mi codziennie do tego żeby w końcu móc funkcjonować normalnie czyli bez jakiejkolwiek migreny.  To właśnie ruch na świeżym powietrzu świetnie dotlenia organizm (mózg, płuca, serce), od razu przybywa nam energii, jesteśmy rześcy i poprawia się nasza kondycja. Miłym skutkiem ubocznym spacerów jest także jędrniejsze ciało, zmniejsza się cellulit, ujędrniają się pośladki, jeszcze żaden kosmetyk nie zdziałał takich cudów 🙂 Podsumowując widzę same plusy mojego codziennego przemieszczania się pieszo. Jest to zdrowy nawyk z którego nie zamierzam rezygnować bez względu na pogodę, zawsze mogę uzbroić się w kalosze i parasol 😉

 

1 comment
  1. […] Jeszcze jesienią pisałam Wam o zaletach pieszego trybu życia. Spacery praktycznie totalnie wyeliminowały moje migreny, skóra się ujędrniła. Same zalety. http://zyciebezmejkapu.pl/index.php/2017/09/05/lekarstwa-na-migrene-nie-kupisz-w-aptece/ […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.