Jesteś inny – masz przerąbane

Rok 1999, ósma klasa podstawówki. Jestem tzw. ,,przeciętniakiem”. Niczym specjalnym nie wyróżniam się od zwykłych uczniów. Nie należę do żadnej elity klasowej, szkolnej, noszę jedne jeansy, zwykłe szare bluzy i podróby butów VANS. Oscyluję między ocenami 3-4, poza matematyką z której jestem zagrożona i plastyką – jedyną oceną celującą od czasów klasy 1-3. Jest kilka dziewczyn z którymi rozmawiam i przy których mogę powiedzmy sobie ,,być prawie sobą”, śmiać się, żartować. Są też pupilki kadry pedagogicznej, które z urzędu mają zapewnione dobre oceny bo stanowią klasową elitę najbardziej popularnych w szkole dziewcząt. Podlizywanie się nauczycielom weszło im mocno w krew, a spośród nich wyłania się zawsze trójkę do samorządu klasowego. Nasza wychowawczyni pieje z zachwytu nad popularnymi, przebojowymi i najbardziej lubianymi dziewczynami. Niestety są też osoby które uważa się za kompletnie niewpasowujące się w klimat klasy. Jestem jedną z nich. Dlaczego? Bo w oczach wychowawczyni jestem nieukiem i leniem, nie kumpluję się z elitą i ogólnie dziwak ze mnie. Podstawówkę pod kątem nauki zawaliłam. Ktoś mógłby powiedzieć, że sama jestem sobie winna skoro nie pałałam zbytnią chęcią do nauki i raczej nie wyrywałam się do tablicy. To nie do końca prawda. Próbowałam. Korepetycje z matmy dały wykaraskanie się na ocenę dostateczną. A kiedy już udało mi się otrzymać dobrą ocenę cała moja radość gasła bo chwilę później ktoś totalnie nieprzygotowany, wywołany do odpowiedzi, dzięki sporej pomocy nauczycielki dostawał ocenę bardzo dobrą. Dlaczego? Bo był pupilkiem. Wkurwiała mnie taka niesprawiedliwość, motywacja leżała i kwiczała, a ja łapałam raz pałę, a raz czwórkę. Taka sinusoida ocen towarzyszyła mi przez klasy 4-8.Byłam jednym z wielu takich egzemplarzy. Przeciętniacy, bezbarwni, niby są, ale jakby ich nie było. Gorzej traktowani przez nauczycieli, starający się podwójnie, ale z marnym skutkiem, nie wnoszący nic ciekawego do życia klasowego. Funkcjonowałam sobie w tej klasie, którą kreowali uczniowie wybrani przez wychowawczynię. Nie mój cyrk, nie moje małpy. Nie chciałam być protoplastą pupilków.


W liceum rozwinęłam skrzydła zarówno pod względem naukowym jak i towarzyskim. Fantastyczni ludzie, życiowi i sprawiedliwi nauczyciele. Nie musiałam starać się podwójnie. Dawałam sobie radę z każdym przedmiotem. Klasa była zgrana, pełna różnych osobowości, ale zawsze stałyśmy za sobą murem. Kompletny kontrast w stosunku do podstawówki. Wychowawca wierzył w nasze możliwości, wspierał i motywował, każdego, bez wyjątku…Nie było pupilek. Czyli jednak istnieje normalność. Nie było wyśmiewania, segregowania na gorszych i lepszych i tego całego pieprzonego lizusostwa. Nie miałam poczucia tego, że jestem jakaś inna, dziwna bo nie lubię być na świeczniku, mizdrzyć się i udawać – byłam sobą i zostało to naturalnie odebrane, zaakceptowane.


To co teraz dzieje się w szkołach przeraża mnie…Chowają się przy tym moje przeżycia z podstawówki. Nie śmiem nawet porównywać tamtych doświadczeń z tym co aktualnie spotyka coraz większe grono dzieciaków.

Dziś nawet oryginalny strój i sposób mówienia mogą stać się niebezpiecznym połączeniem zagrażającym nastolatkom. Bo skoro ktoś nie bywa w towarzystwie, nie przypala fajek, nie drze ryja na nauczycielkę i w dodatku nosi homoseksualne łachy to jest największą zakałą szkoły i trzeba go zgnoić, zamęczyć, prześladować. Kadra nauczycielska i dyrekcja udają, że o niczym nie wiedzieli, że przecież to było takie spokojne i grzeczne dziecko. Dramat. Takie sytuacje mają miejsce w wielu placówkach szkolnych, a największa patologia kumulowała się w gimnazjach. Każda inność spotyka się tam z wrogością. Zamiast skupiać się na nauce – dzieciaki muszą spiąć tyłki i walczyć o przetrwanie, prawie jak w dżungli. Co rusz w mediach słyszy się o tym, że uczniowie znęcali się nad kolegą, bili go, wyłudzali pieniądze, przypalali petami… Że gimnazjalistki skopały koleżankę, ot tak dla zabawy i nakręcenia filmiku dla beki…Po kilku takich wiadomościach, które przechodzą często bez echa dostajemy obuchem w głowę – samobójstwo nastolatka gnębionego w szkole. Życie odbiera sobie młody człowiek, który nie wytrzymał. Nie mógł znieść upokorzeń, gnębienia, wyzwisk. Poruszone środowisko zaczyna szukać winny w rodzicach, z bandy wyrachowanych gówniarzy robi się zagubione owieczki, które nie mają dobrego przykładu w domu i dlatego stosują przemoc wobec innych – słabszych. Sprawa zamiatana jest pod dywan, dyrekcja swoje, psychologowie szkolni swoje, rodzice swoje, reszta młodzieży milczy, a życie toczy się dalej. Następna ofiara znajdzie się szybko.

Potencjalne ofiary zwykle są:

  • grzeczne,
  • dobrze uczące się (tzw. kujony),
  • słabsze fizycznie,
  • posiadające tylko jednego z rodziców,
  • posiadające swój własny styl, np. oryginalnie ubierające się,
  • z rodzin niezamożnych,
  • wykazujące odmienną orientację seksualną .

Moje dziecko żyje sobie jeszcze w błogiej nieświadomości, pod przedszkolnym kloszem i czujnym okiem pedagogów. Czas płynie bardzo szybko, dwa lata zlecą jak z bicza strzelił…A potem pozostaje mi bycie czujną i utrzymywanie dobrej komunikacji z córką. Żeby w razie czego móc w porę zareagować…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.