„Dzień świra”

Zastanawiam się ilu takich Adasiów Miauczyńskich mijam codziennie pokonując drogę. Do przedszkola. Z przedszkola. Do sklepu. Do lekarza. Na spacer. Ponuraków. Pod krawatem. Z torbą (jakby to nie brzmiało). Neseserkiem. Z psem. Wieczny foch maluje się na ich gębie. Pewnie mijałam też potencjalne Panie Miauczyńskie, których twarz zdradzała niezadowolenie. Które uwierało życie. A gdybym tak wzięła lusterko i zaczęła przyglądać się sobie? Ciekawe jaką gębę bym zobaczyła? Skoro tak piałam w poprzednich wpisach, że złapałam bakcyla optymizmu. Wczoraj po raz pierwszy od czasu zaszczepienia w sobie pozytywnego myślenia proza życia zagrała mi na nosie. I szłam z tą ponurawą gębą poddana jakimś zmartwieniom, które się dla mnie końcem świata wydawać zaczęły… Ocknęłam się na szczęście, w porę, po jednym dniu, któremu przewodziła myśl: ,,Dżizus, kurwa ja, pierdolę”.


Widząc człowieka mamy odruch oceniania go przez pryzmat wyglądu. Choćbyśmy nie wiem jak się zarzekali tak właśnie jest, w mniejszym lub większym stopniu. Tak zwane pierwsze wrażenie. Uczepię się więc tego potencjalnego Miauczyńskiego, którego twarz wyraża tylko niezadowolenie, choć w myślach ileś tam razy osiągnął wszystko. Na co dzień umartwia się każdą najdrobniejszą sprawą na którą nie miał, nie ma i nigdy nie będzie miał najmniejszego wpływu. Uwiera go polityka, religia, relacje międzyludzkie, praca, finanse, ojcostwo, dosłownie wszystko. Najlepiej czuje się w swoich czterech ścianach, choć i tam Jego demony odzywają się. Garściami łyka suplementy i leki. Oto On – Polak, jakich wielu. Nieszczęśnik, który żyje w czasach, których nie rozumie. Postać fikcyjna z którą utożsamiają się po cichu miliony Polaków. Postać wykreowana na potrzeby filmu (rok 2002). Mamy już 2017, wydawać by się mogło, że tyle się zmieniło, ale guzik prawda bo Adaś Miauczyński funkcjonuje od 15 lat w świadomości wielu z nas. Głośno tupiemy nogami i wypieramy z głowy fakty – Adaś Miauczyński jakby wciąż żywy, mijamy go codziennie na ulicy, w sklepie, w pracy, a czasami budzi się także w Tobie…. Oglądając ,,Dzień świra” nie wiem czy mam się głośno śmiać czy strzelić siarczyste przekleństwo i gorzko zapłakać.


Bo ja Moi Drodzy chcę się rękoma i nogami bronić przed takim odbieraniem naszej rzeczywistości. Jakiej? Szarej, brzydkiej, w której sąsiad sąsiadowi wilkiem, w której po studiach nie ma pracy, w której najniższa średnia krajowa nie pozwala Ci na godne życie, a Ty jesteś tylko marionetką w rękach władzy. Rzeczywistości w której brak Ci siły na spięcie pośladów bo dogania Cię depresja i nerwica, a upadek człowieka jest tylko kwestią czasu.  Nie dajmy się temu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.