Rozmawiajcie

Milczenie jest złotem. Ale nie w związku. Wtedy jest zwiastunem końca wspólnej drogi. Końca czegoś, co miało być na całe życie. Końca wszystkiego. Rozmowa, nawet najbardziej burzliwa, zwana kłótnią lub armagedonem jest lepsza od tej ciszy, która was dopada. Ta cisza, czasami bywa zwiastunem burzy, po której wychodzi słońce, czasami jednak przeciąga się i nic nie wskazuje na to aby któreś z was miało ją przerwać. W końcu staje się nieznośna i doprowadza do rozstania. Niekiedy jeszcze w trakcie trwania związku odchodzimy od siebie/ zrywamy psychicznie. Obojętniejemy sobie wzajemnie i wymieniamy tylko tyle słów między sobą ile jest konieczne wypowiedzieć aby na podstawowym poziomie móc się porozumieć. Zrezygnowaliśmy, poddaliśmy się, może walczyliśmy, może próbowaliśmy, a może po prostu pewnego dnia przestaliśmy ze sobą rozmawiać. Nawet o pierdołach, błahostkach, których każdego dnia wydarza się całe mnóstwo. Zwalanie winy na rutynę nic tutaj nie da. Bo to nie wina rutyny, to po prostu my…nie ma pomiędzy nami komunikacji. Zrezygnowani, wymieniamy uprzejmości na poziomie podstawowym, nie interesujemy się już zbytnio tym, czy któreś z nas ma migrenę piąty dzień z rzędu i ledwo zipie, ma ochotę na kilka szczerych, pokrzepiających słów. W zamian dostaje ochłap, że nie dba o siebie i sama jest sobie winna. Zmęczeni związkiem po cichu zadajemy sobie pytanie jak go uleczyć, co zrobić? Może jakaś romantyczna kolacja przy świecach, seksowna bielizna, czerwone wino, ulubiona muzyka, jakiś wypad weekendowy?…Ratunek na chwilę. Po chwilowej ekscytacji, namiętnym seksie i kilkudniowym mówieniu do siebie per Skarbie, mamy ochotę znowu wydrapać sobie oczy, ale wolimy się nie unosić, nie mamy siły na kłótnię, przeczekamy, pomilczymy….

www.pixabay.com

Jeszcze tylko kilka takich sytuacji, kilka takich cichych dni, przemilczanych i nierozwiązanych problemów, a będziemy … bliżej końca. Powiedzenia sobie ŻEGNAJ. Nie rozumiałaś/ Nie rozumiałeś mnie, moich potrzeb, nie chciałaś/ nie chciałeś rozmawiać, zobojętniałaś/ zobojętniałeś na mnie. Może jeszcze czeka na mnie ktoś, kto zrozumie mnie i moje potrzeby. Nie mając sobie nic wzajemnie do zarzucenia rzucimy się pazernie na kolejny, nowy związek, w którym na początku będziemy się czuli jak ryba w wodzie. Nowa miłość będzie jakże inna od poprzedniej, będzie nas rozumiała i nadawała na tych samych falach. Po kilku tygodniach lub miesiącach pierwszej fascynacji pojawi się proza życia, której znowu nie będziemy umieli wziąć na klatę. Przytłoczy nas codzienność, będziemy oczekiwali zrozumienia i wsparcia, ale nie wpadniemy na to żeby porozmawiać o tych problemach. Porozmawiać, ale nie z najlepszą przyjaciółką/przyjacielem, nie z mamą, siostrą, bratem, psychologiem, terapeutą… tylko właśnie z osobą, z którą jesteśmy w związku. Z którą tworzymy najbliższą relację z możliwych, z którą chcemy spędzić (być może) resztę życia, z którą mamy dzielić nie tylko radość i szczęście, ale także troski i smutki. Nie tworzysz przecież tego związku ze swoją mamą …  😉  A może, gdybyś tak spróbował rozmawiać z poprzednią partnerką/partnerem tamten związek przetrwałby? Może nie trzeba byłoby przerabiać jeszcze raz tego samego schematu…?

<Rozmawiajcie> jest postem pisanym trochę z autopsji. My też przestaliśmy rozmawiać, o Nas… Bo jednak mając dziecko siłą rzeczy wspólne tematy będące łącznikiem zawsze się znajdą. Był moment w którym cisza stała się nieznośna i musiałam wylać z siebie cały żal…Druga połowica na szczęście stanęła na wysokości zadania. Zaczęliśmy częściej rozmawiać, o tym co nas wzajemnie irytuje w sobie (niestety nie zawsze jest słodkopierdząco), co chcielibyśmy zmienić, czasami trzeba pójść na kompromis, nie ma wyjścia 🙂  Dziś nawet po ostrej wymianie zdań nie położymy się do łóżka spać bez wyjaśnienia sobie wszystkiego. Nie ma opcji, nie odwlekamy w czasie spraw teraźniejszych, nie ma nic gorszego niż nieznośna cisza i tematy nierozwiązane kotłujące się w niej…

Rozmowa, jest przez wielu ludzi żyjących w związkach kluczem do tworzenia szczęśliwych relacji na całe życie. Tego się trzymam i widzę, że to naprawdę działa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *