Rodzice kontra dziadkowie – małe wojny

Ktoś kiedyś powiedział, że rodzice są od wychowywania, a dziadkowie od rozpieszczania. Coś w tym jest, choć moim zdaniem, my rodzice także powinniśmy rozpieszczać (nie mylić z rozpuścić jak dziadowski bicz), a dziadkowie, ze swoim bagażem rodzicielskiego doświadczenia, mogą próbować przekazać naszej pociesze kilka fundamentalnych zapomnianych już wartości. Wszystko jednak w granicach zdrowego rozsądku, wszak coraz częściej nasi rodzice i teściowie zapominają się troszeczkę w tym swoim babciowaniu i dziadkowaniu, przekraczając pewne granice i wchodząc w nasze rodzicielskie kompetencje. Dlatego tak ważne jest, żeby wypracować sobie zdrowe relacje z dziadkami naszych pociech i poprosić ich, o uszanowanie naszej metody wychowawczej, nawet jeśli jest to metoda prób i błędów. Życie. My rodzice też potrafimy dać ciała i generalnie nasze rodzicielstwo nie zawsze jest usłane różami. Mamy jednak prawo nie słuchać dobrych i życzliwych rad starszych.


Warto czasem tupnąć nogą kiedy dziadkowie po raz kolejny wpakowali w naszą pociechę tonę żarcia, a my na wieczór musimy czuwać przy dziecięcym łóżku i próbować zapanować nad bólem brzuszka i mdłościami albo o zgrozo wymiotami.

W praktyce wygląda to tak (wiem, wiem – nie u każdego 😉 ) :

Pierwsze śniadanie, drugie śniadanie, słodycze, przekąska, zupka, drugie danie, podwieczorek, słodycze, deserek, odbieracie dziecię od dziadków i bach! ,,Mamo boli brzuszek”, ,,Mamo niedobrze mi”, ,,Bo babcia dała mi dokładkę obiadku”, ,,Dziadek wcisnął mi jeszcze kilka krówek”. Ach, ta bezgraniczna miłość i rozpieszczanie dziadków, okraszone wciskaniem jedzenia na umór. Też we mnie wciskali dziadkowie, oj wciskali, gdyby nie genialna przemiana materii i kilka ingerencji rodziców wyglądałabym jak księżyc w pełni 🙂 Wtedy mi to nie przeszkadzało, korzystałam do woli z gościnności i dobrego serca dziadków. Wiem, że ich intencje były czyste, ale dziś, kiedy sama jestem rodzicem rozumiem ówczesne frustracje moich rodzicieli, którzy burzyli się, że wracając od dziadków nie chcemy z siostrą nic jeść, jesteśmy przeżarte, zasłodzone masą słodyczy i boli nas brzuch. Kto by pomyślał, że jedzenie może być kością niezgody pomiędzy rodzicami a dziadkami. Cóż. Znam kilka przykładów przesadnego futrowania wnuków, które skończyły się mega nadwagą i ukróceniem kontaktów babcia-wnuki. Miłość babcina przesłoniła kobiecie zdolność trzeźwego oceniania rzeczywistości. Im więcej jedzenia ładowała we wnuki, tym bardziej spełnioną babcią się czuła.


Świeżo upieczone babcie i dziadkowie, bardzo często wejście w nową rolę traktują jak furtkę do przeżywania tzw. drugiej młodości. Nie byłoby w tym nic złego, wszak, któż z nas w wieku 50, 60 i 70 plus nie miałby ochoty poczuć się młodziej? Jest jednak bardzo cienka granica pomiędzy nowymi siłami witalnymi, które wówczas wstępują w seniora, a chorobliwymi próbami bycia mamą lub tatą dla własnych wnuków. Przejmowanie na siłę pałeczki od rodziców, próby rywalizowania o miłość dziecka, upodabnianie się w sposobie bycia do rodziców…

Jak dla mnie:

Mama to mama, babcia to babcia, tato to tato, a dziadek to dziadek…

Chyba, że mamy do czynienia z dzieckiem, które zostało sierotą, zostało porzucone albo ma patologicznych rodziców. Takie dzieciątko, posiadające dziadków, siłą rzeczy będzie ich traktować jak rodziców. Takie sytuacje rozumiem,

ale…

dziadków próbujących zająć miejsce rodziców i mieszających się w wychowywanie swoich wnuków (nie dzieci!!!), nie pojmuję kompletnie. Nie chciałabym być kiedyś na miejscu rodziców, którym przychodzi mierzyć się ze swoimi własnymi rodzicami i ścierać się w kwestiach wychowawczych swoich pociech. Najbardziej męczące jest to dla dziecka, bo taka szarpanina nic dobrego mu nie przynosi.


Czasami marudzę, że jedni dziadkowie mojej córci mieszkają kawałek drogi stąd. Że daleko, że rzadko się widujemy, że tęsknimy, że dziadkowie nie mogą uczestniczyć w codziennym życiu mojej małej…Potem jednak przychodzi refleksja. Ciekawe czy byłoby tak kolorowo kiedy mieszkalibyśmy rzut beretem od nich? Czy wtrącaliby się? Czy miałabym ich czasami dosyć? Czy może nasze stosunki nie byłyby wtedy takie dobre, jak są teraz? Może tak właśnie miało być? I dlatego teraz tak bardzo doceniam każde nasze wspólne spotkanie, a Oni tak bardzo stęsknieni oddają się swojej wnusi na sto procent. Czasami zaborczo, ale mi to akurat wtedy nie przeszkadza. Może dlatego, że nie ma tego na co dzień?

Z kolei bardzo blisko nas mieszka druga babcia Latorośli. Nie wchodzi w moje kompetencje, ale wchodziła. Nie dokarmia pokątnie bo już to przerabiała wcześniej (i dostała pstryczka w nos – zasłużonego)…To babcia z długim stażem. Wtrąca swoje trzy grosze bo taka jej natura. Czasami trochę na pokaz przytuli, pogłaszcze, lubi się pochwalić, wnukami…Jest w miarę ok (mocno naciągane 😉 ), poza tym, że permanentnie dawała mi popalić przez pierwsze miesiące życia mojego dziecka. Pięcioletnie dziecię moje Ją kocha i to jest jeden jedyny punkt zaczepienia. Córka jest łącznikiem dwóch zupełnie obcych sobie osób.


Tak to już bywa z tymi babciami i dziadkami, że są nieocenioną instytucją ratunkowo doradczą, bywają do rany przyłóż, mają niekończące się pokłady miłości i cukierków w kieszeniach 😉 Są też bardzo często przedmiotem kłótni, szarpaniny i bezsensownej gównoburzy. Czasami ich nie doceniamy należycie, czasami musimy na nich naskoczyć i mogą trochę się wtedy na nas obrazić 🙂 Zawsze jednak wracają do swoich ukochanych wnucząt.

www.pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *