Karmienie piersią – moja historia

Kiedy niespełna sześć lat temu na świat przyszła moja córka miałam ambitny cel aby karmić Ją piersią. Wydawało mi się to naturalne i PROSTE, a temat ten podczas ciąży w ogóle nie spędzał mi snu z powiek. Miałam typowe myślenie pierworódki: mam cycki, jest siara, potem mleko i karmię na żądanie. Mleko matki jest najzdrowsze dla malucha i szczerze marzyłam, że przynajmniej z rok uda mi się moją córkę karmić piersią. Nie przypuszczałam, że kilka dni po powrocie z Małą do domu moja laktacyjna przygoda stanie się jazdą bez trzymanki z zaliczaniem co chwila gleby. W szpitalu karmiłam Młodą piersią, pamiętam też, że przyszła do mnie na chwilkę jedna z pielęgniarek i ściskając mi pierś (ku mojemu nie tyle oburzeniu co zaskoczeniu) próbowała władować ją mojej córeczce do buźki. Kiedy córa załapała o co w tym chodzi i zaczęła ssać położna z triumfalnym uśmiechem wyszła z sali. Tyle. Choć może powinnam być wdzięczna i za to bo wiadomo, że z położnymi i pielęgniarkami, a także ich zaangażowaniem bywa różnie. Zdarza się, że trafisz na wspaniały personel z powołania lub na totalnie zmęczonych swoją pracą ludzi, którzy nie kwapią się do pomocy.

Niestety w domu kompletnie nie umiałam ogarnąć niczego. Przytłaczał mnie tłum ludzi, których na co dzień darzę sympatią i szacunkiem, ale wtedy tak bardzo chciałam świętego spokoju i miałam dosyć ciągłego wpierdalania się w karmienie, przewijanie i kąpiele mojego dziecka. Na szczęście miałam obok siebie osoby, które z totalnym wyczuciem potrafiły mnie wspierać, szanowały stan w jakim się znajdowałam (heloł byłam w połogu!) i ocierały łzy bezsilności. Tak się już w tym życiu układa, że jedne mamy karmią piersią, a inne mlekiem modyfikowanym z butelki. Z różnych powodów, pobudek, w wyniku różnych wypadków losowych i postanowień. Żadnej matki nigdy nie oceniałam pod kątem tego jak karmi swoje dziecko. To prywatna sprawa każdej kobiety. Za każdym karmieniem kryje się jakaś historia. Na przykład moja mama karmiła moją siostrę i mnie mlekiem modyfikowanym. Dlaczego? Zarówno po pierwszym jak i po drugim porodzie dopadła mamę jeszcze w szpitalu ciężka infekcja, od razu w ruch poszedł antybiotyk i z karmienia nic nie wyszło. Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy żeby z tego powodu mieć do niej jakiekolwiek pretensje. Z kolei w drugim obozie była moja teściowa, maniakalna zwolenniczka karmienia piersią, która nie rozumiała moich problemów z laktacją i terroryzowała swoimi wywodami na ten temat. Miałam tego serdecznie dosyć, taka toksyczna osoba w pobliżu potrafi zajebiście uprzykrzyć życie. W mojej głowie panował chaos, byłam nerwowa, a córka wyczuwała to napięcie…Zarówno Ona jak i ja byłyśmy tym zmęczone. Kiedy w ruch poszła butelka miałam poczucie, że moje dziecko lepiej się najada.Idąc tym tropem wmówiłam sobie, że moje mleko jest guzik warte, że dziecko tylko męczy się przy piersi. Karmiłam coraz rzadziej, aż w końcu przestałam karmić w ogóle…

Tak. To moja osobista porażka, której być może nie przeżywam już tak intensywnie jak jeszcze kilka lat temu, ale to nadal siedzi gdzieś tam z tyłu głowy. Czasami przypominam sobie pierwsze tygodnie życia mojej córeczki, powinny to być spokojne i radosne chwile, tymczasem ja byłam totalnie smutna i zrezygnowana. Położna próbowała podnieść mnie na duchu, coś tam doradzała, ale wówczas chyba tylko święty spokój z dala od ludzkości mógł uratować moją laktację. Stąd moje postanowienie, że jeśli kiedykolwiek będzie mi dane mieć drugie dziecko po przyjeździe do domu chciałabym mieć tylko i wyłącznie święty spokój…. Niestety zbyt dużo bodźców zewnętrznych potrafi spieprzyć nawet najpiękniejsze chwile w życiu. A jak wiadomo kobieta która zostaje matką, będąca w połogu, jest nadwrażliwa i emocjonalnie przyjmuje każdą krytykę. Wiem, że może to wyglądać na usprawiedliwianie się, ale jestem daleka od wybielenia się i zrzucenia winy na wszystkich dookoła. Koniec końców to ja skapitulowałam i powiedziałam ,,Nie karmię”. Mogłam wykazać się większą cierpliwością, spokojem, opanowaniem i olać presję…Nie zrobiłam tego. Mam nauczkę i wyciągnęłam wnioski. Uważam, że to najlepsza droga do tego aby w przyszłości nie popełnić już tych samych błędów 🙂

Bardzo cenię sobie ludzi, którzy nie terroryzują, ale pięknie motywują i zachęcają do karmienia piersią. Nie owijają w bawełnę, że będzie łatwo, lekko i przyjemnie. Na swoim przykładzie udowadniają, że warto zacisnąć zęby i pomimo przeszkód nie poddawać się. Dziś bogatsza o doświadczenia po pierwszym porodzie, wiem, że nie poddam się łatwo i ograniczę do minimum ,,głosy doradcze terrorystów laktacyjnych”. Chętnie przyjmę każdą radę od ludzi życzliwych, którzy nie straszą i nie oceniają. Wiem, jak ważne jest karmienie piersią.

Z perspektywy czasu wydaje mi się, że aby karmienie piersią powiodło się, oprócz czynników medycznych najważniejsze są:

  • silna motywacja
  • spokój wewnętrzny i zewnętrzny
  • wsparcie drugiej połówki
  • wytrwałość

Każdej przyszłej mamie chciałabym życzyć tych czterech rzeczy 🙂 Grunt to mieć świadomość, że może być różnie i nie poddawać się za szybko. Warto też pokrzepić się przykładami z życia, którymi dzielą się z nami blogerki znające temat od podszewki 🙂

 

www.pixabay.com

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *