Typ: Matka Zadaniowiec

Pewnie nie ja jedna tak mam, zapewne podasz mi rękę, przybijesz piątkę lub po prostu ze zrozumieniem pokiwasz głową… Zrobiła się ze mnie taka mama zadaniowiec. Jest problem, a ja od razu zwarta i gotowa zacieram ręce, planuję i działam. Oczywiście jak najszybciej oczekuję rezultatów.

www.pixabay.com

 

Choroba.

Jest choroba – od razu działam oczekując cudów na kiju po pierwszej dawce specyfików…

Mały, maciupeńki katarek, ledwo widoczny, odkaszlnięcie raz na kilka godzin. Ja od razu zaczynam wyobrażać sobie najgorsze scenariusze łącznie z nieprzespanymi nockami, wysoką gorączką, biegunką, wymiotami itp. Jak nic idzie choroba. W najlepszym wypadku to przeziębienie. Takie niegroźne, dwa góra trzy dni posiadówki w domu, plus aplikacja naturalnych wspomagaczy typu soczek malinowy i syrop babciny. Ale co jeśli to nie będzie zwykłe przeziębienie?!…Zaczynam więc działać…Planuję sobie, że po pierwszej dawce solidnego lekarstwa prześpimy być może 1/3 nocy, bądź po prostu nie będę musiała nosić dziecka na rękach i uda się ogarnąć nieco kaszel gruźlika. Z rana natomiast po pierwszej inhalacji oczekuję ze zniecierpliwieniem rezultatów. Chcę od razu widzieć efekty w postaci cudownej przemiany duszącego kaszlu suchego w odkrztuszający kaszel mokry. Oj ja naiwna 😀 W międzyczasie łapię za telefon i już umawiam nas na wizytę do pediatry. Moje zadanie to podawać leki z zegarkiem w ręku z nadzieją na to, że dziecko przyjmie je z radością bo przecież tłumaczę, że to dla jego dobra…Yhm…;) W praktyce różnie to bywa, ale zawsze trzymam się godzin i wszystko rozpisane jest na karteczce, a leki poukładane według kolejności podania 😉

Małe/Wielkie problemy przedszkolaka/dzieciaka.

Podrapana ręka, kłótnia na placu zabaw – chciałabym od razu godzić dzieci i szukać wyjaśnień, choć czasami trzeba dać dziecku się pokłócić…

,,Mamo, bo On mnie popchnął, a Ona mnie podrapała” .. . 🙂 Samo życie. Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal jak mówi przysłowie, ale jak każdą rodzicielkę rusza mnie kiedy mojemu dziecku jest przykro z powodu jakiegoś wydarzenia…Wiem, że moja córka ma najlepszą opiekę pod słońcem w swoim ukochanym przedszkolu, ale i tak czasami mam ochotę zadać po raz setny Paniom w przedszkolu pytanie czy aby na pewno moje dziecko nie doznało żadnej przykrości ? 😉  [Tak wiem, nie uchronię Jej przed całym światem 😉 ]. To samo tyczy się placów zabaw i konfliktów jakie kiedykolwiek miały miejsce i brała w nich udział moja córka. Raczej nie jestem nerwusem, krzykaczem i zaślepieńcem wpatrzonym tylko w moje dziecko. Wiem, kiedy nabroi, kiedy ewidentnie jest niegrzeczna i nie ma racji. Jednak czasami zdarzają się sytuacje kiedy widzę, że kroi się konflikt na placu zabaw, a ściślej rzecz ujmując jakaś niesprawiedliwość. Bo jak inaczej nazwać wbijanie się starszych dzieci do kolejki np. do zjazdu na tyrolce? Oj… Gdybyście mnie widzieli jak ostatnio wparowałam w takie towarzycho młodocianych 🙂 Niestety na niesprawiedliwość nigdy się nie zgodzę. Swoim czujnym okiem rodzica siedzącego na ławeczce przy placu zabaw dostrzegłam młodziaków w wieku +10 perfidnie robiących w wała małych brzdąców. Owi młodociani zjeżdżali po kilka razy z tyrolki nie licząc się kompletnie z tym, że te maluchy czekają w kolejce i próbują coś tam po swojemu ugrać. Z marnym skutkiem. Wtedy wkroczyłam ja. Matka zadaniowiec. Owacje!…Żartuje oczywiście 😉 Podeszłam do grupki posmutniałych brzdąców i zadowolonych starszaków i dobitnie oznajmiłam tym drugim, że koniec oszukiwania, maluchy też mają prawo skorzystać z tyrolki. Bąknęłam coś jeszcze o niesprawiedliwości i niegrzecznym zachowaniu i osiągnęłam swój cel, dzieciaki zjeżdżały po kolei 🙂 Mnie autentycznie takie sytuacje doprowadzają do stanu podkurzenia (delikatnie mówiąc).

 

Wydaje mi się, że ta zadaniowość nieco zmaleje kiedy Julka nieco podrośnie albo kiedy po prostu przestanie być jedynaczką 😉

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *