A jednak! Jesteś tym co jesz…

Jeszcze do niedawna ładowałam w siebie tony niezdrowego i śmieciowego żarcia. Sądziłam, że mój organizm jest na tyle silny i młody, że z powodzeniem poradzi sobie z tymi frytkami na kolację…Tłusto, konkretnie, najlepiej jedzone w pośpiechu, wielkie kęsy, obżarstwo wieczorne…To tylko niektóre moje grzeszki. Skończyło się. Żołądek odmówił posłuszeństwa, zresztą cały układ pokarmowy zaczął nawalać. W rezultacie wylądowałam na przymusowej diecie, z garścią leków i bardzo powoli ustępującymi objawami. Generalnie cały czas odczuwam dyskomfort i muszę bardzo pilnować tego:

  • Co jem?
  • O jakich porach?
  • Ile?
  • I jeszcze jedno – muszę porządnie gryźć jedzenie.

Z tym miałam od zawsze problem…Odkąd pamiętam jadłam szybko, biorąc wielkie kęsy do buzi. Niestety albo i na szczęście (bo jak można się domyślać szło to w bardzo złym kierunku) dostałam nagle kopniaka od losu i muszę nauczyć się funkcjonować z dużą ilością ograniczeń. Nie jest to łatwe, zwłaszcza dla osoby, która uwielbia ostre przyprawy, ciężkie sosy, smażone jedzenie i generalnie samo złoooo…

Wiecie jak to jest, były Święta, potem Sylwester… Pojadło się i … popiło. W międzyczasie hektolitry kawy. Dobrze, że fajek nie palę bo to byłby chyba gwóźdź do trumny. Tydzień temu pojawiły się pierwsze dolegliwości: zgaga, piecznie, ból, odbijanie i totalnie zrypane samopoczucie. Nagle uświadomiłam sobie, że to z czego nie raz i nie dwa kpiłam (fit jedzenie i dietki) jest po prostu jedynym ratunkiem przed … wrzodami (w najlepszym wypadku)! Mam za swoje 😉 Zaczynam nowy rozdział w swoim życiu. Jadam mniej, a częściej, posiłki nie są obfite, zero alkoholu, ziółka, siemię lniane, więcej ruchu, mniej nerwów (cholernie ciężka sprawa). Totalna dyscyplina! Chodzę jak w zegarku. Powoli przyzwyczajam się do gotowanych i duszonych potraw, w moim menu pojawiły się kasze i lekkie warzywka, jogurty niskotłuszczowe, chude mleko, mięso drobiowe. Eliminuje produkty wysokoprzetworzone. Oczywiście wraz ze mną zdrowiej jedzą moje dwa Miśki. Na szczęście miałam na tyle rozumu, że dla Nich gotowałam zawsze zdrowiej. Tylko swój żołądek i ciało traktowałam jak śmietnik 🙁 Byłam po prostu głupia… Nazwijmy rzeczy po imieniu 😉

www.pixabay.com

 

Teraz hasło ,,Jesteś tym co jesz” dociera do mnie ze zdwojoną mocą. Trzymajcie za mnie kciuki, za moją silną wolę i poprawę kondycji 🙂 Mam nadzieję, że już niebawem odczuję pozytywne skutki stosowania zdrowszej diety i ogólnie – zdrowszego trybu życia.

 

3 comments
  1. Trzymam kciuki✊ Napisz jak Ci idzie 🙂

    1. Dziękuję Kasiu! 🙂 Jest dobrze, nie daję się pokusom choć jest ich naprawdę sporo 😉 Zero alkoholu, zero kawy, zero fast-foodów (w tym moich niegdyś ukochanych frytek). Zdecydowanie jem z umiarem, nie objadam się na noc. Czasami dokucza mi jeszcze trochę zgaga, ale jest o niebo lepiej 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.