A może by tak wycieczka do … parku wodnego?

Lubisz wodę?
Umiesz pływać lub tak jak ja – wykonujesz w wodzie niezdarne ruchy, dzięki którym nie toniesz? 😉
Twoje dziecko bardzo lubi kąpiele i zastanawiasz się nad wyprawą na basen lub do parku wodnego?

 

  • Z czystym sercem powiem Ci : Nie wahaj się i śmiało wybierz się do miejsca, gdzie poczujecie się jak przysłowiowe ryby w wodzie! Basen? Aquapark? Aquadrom? Do wyboru, do koloru. Spakuj stroje kąpielowe, ręczniki, klapki, akcesoria do zabawy, kółko do pływania, rękawki, płetwy, okulary, pieluchy do wody i wszystko to co będzie potrzebne dziecku i Tobie.

 

Przede wszystkim jednak nie stresuj się, jeśli nie umiesz pływać:

  1. Na takich obiektach jest sporo ratowników.
  2. Są baseny [zwłaszcza w strefach malucha] gdzie jest naprawdę płytko.
  3. Nie musisz korzystać z atrakcji typowych dla osób, które potrafią pływać, możesz spokojnie pluskać się z brzdącem w mini brodzikach.

 

  • Sprawdź czy w Twojej okolicy znajduje się jakiś godny uwagi park wodny, poczytaj o nim w Internecie, przejrzyj galerię, cennik, obczaj dojazd i zorientuj się czy w tym miejscu znajduje się także bufet. Z doświadczenia wiem, że bufet to ważna sprawa, a dłuższe przebywanie w wodzie wzmaga apetyt – zwłaszcza u dzieci 🙂

 

  • Ważne, żeby miejsce wydało się Tobie godnym zaufania – nie zniechęcaj się negatywnymi opiniami – pamiętaj – nie wszystkim można dogodzić 🙂 Dobrze jest jednak, żeby w parku wodnym do którego się wybieracie nie brakowało atrakcji dla dzieci i było przyjaźnie.

 

  • Jeśli podjęłaś decyzję i zamierzasz pokusić się na taką wyprawę z dzieckiem musisz liczyć się z tym, że w sobotę i niedzielę jest największe oblężenie i jeśli Twój maluch nie jest przyzwyczajony do takich tłoków to…, na tzw. pierwszy raz polecałabym Ci pojechać w tygodniu. Mniej ludzi, więcej swobody, no i oczywiście – taniej 🙂

 

  • Przyjaciółka lub znajoma ma pociechę w wieku podobnym do Twojego dziecka? Może umówicie się na wspólną wycieczkę? Będziesz miała do kogo buzię otworzyć, ale przede wszystkim – Twojemu brzdącowi będzie zdecydowanie raźniej w znanym sobie towarzystwie.

 

*

Nasza trójeczka systematycznie stara się odwiedzać park wodny. Widzimy ile radości daje naszej córce przebywanie w wodzie, a i my mamy z takich całodniowych wypraw same korzyści. Jesteśmy zrelaksowani, wypoczęci i radośni. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że woda wyciąga…W moim odczuciu odnosi się to do stresów, napięć, różnego rodzaju bóli…

Córka nie boi się wody, a my – kolokwialnie mówiąc –  nie chcemy tego spieprzyć. Wszystko jednak przemawia za tym, że w tym roku można będzie można próbować uczyć pływać naszą małą rybkę. To zadanie spoczywa w rękach taty, ponieważ … ja ,,pływam” stylem bliżej nieokreślonym…w płetwach i deską bojką walcząc o przetrwanie 😉

W naszej okolicy są dwa naprawdę fajne miejsca, w których można z powodzeniem odpocząć i poszaleć z pociechami. Są to: aquapark w Dąbrowie Górniczej i aquadrom w Rudze Śląskiej. Kącik dla malucha nasza córa ma już w jednym paluszku.

fot. www.życiebezmakeupu.pl

 

  • Żeby nie było – dla dorosłych atrakcji również nie brakuje 🙂 Marzy Ci się pełen relaks? Pędź do jacuzzi lub do niecki z biczami wodnymi. Wygrzej i wymasuj się do woli! Gdybym mogła – przesiedziałabym tam pół dnia, ale do obskoczenia jest przecież kilka basenów np.: rwąca rzeka, sztuczna fala i mokry bąbel [zakwasy miałam przez dwa dni].

 

www.wakacjopedia.pl

 

Co najważniejsze – parki wodne – to atrakcja całoroczna. Nie musimy więc uzależniać odwiedzenia ich od pór roku. Choć nie ulega wątpliwości, że zimą chętniej będziemy lgnąć do jacuzzi, a latem z utęsknieniem będziemy czekać na sztuczną falę.

 

Sernik pieczony z rodzynkami, polewą kakaową i wiórkami kokosowymi

Oj dawno nie było wpisu kulinarnego! Kulinaria – to jedna z ulubionych kategorii, które odwiedzam buszując po innych blogach lifestylowych czy też kulinarnych. Inspirując się, modyfikując przepisy, staram się doskonalić moją kuchnię. Pieczenie ciast, które nigdy nie było moją mocną stroną od niedawna zaczęło całkiem nieźle mi wychodzić. A żyjąc pod jednym dachem z łasuchem na słodkie mam prawdziwe pole do popisu i mogę szlifować rzemiosło 😀

Sernik uwielbiam. Zarówno pieczony, jak i na zimno, z owocami, galaretką, rodzynkami, na kruchym spodzie, z polewą lub bez. Weekend był idealną zachętą do upieczenia tego pysznego ciasta, które z polewą kakaową i wiórkami kokosowymi staje się niebem w gębie.

Składniki:

około 80 dkg twarogu tłustego lub półtłustego,

30 dkg margaryny miękkiej,

budyń śmietankowy bądź waniliowy,

6 jaj,

aromat migdałowy,

25 dkg cukru pudru,

150 g rodzynek.

Potrzebne będą: mikser, forma okrągła i papier do pieczenia.

Polewa:

2 łyżki kakao,

pół kostki masła,

cukier puder – wedle uznania [można pominąć],

odrobina mleka.

Do posypania: wiórki kokosowe.

Sposób przygotowania:

Twaróg mielimy maszynką do mięsa. Mikserem mieszamy miękką margarynę z naszym zmielonym twarogiem. Najlepiej robić to na najwyższych obrotach. Kiedy twaróg i margaryna są dobrze ze sobą wymieszane stopniowo dodajemy cukier puder, budyń i aromat. W międzyczasie oddzielamy żółtka od białek. Do masy serowej dodajemy żółtka i całą masę odkładamy na czas ubijania białek w osobnej misce. Białka ubijamy na sztywno, a następnie łączymy pianę z masą serową. Do powstałej masy wsypujemy namoczone uprzednio we wrzątku odcedzone rodzynki i mieszamy wszystkie składniki łyżką. Nie używamy miksera.

Formę na ciasto wykładamy papierem do pieczenia. Masę wylewamy do środka i ładnie równamy. Pieczemy w piekarniku ustawionym na 180 stopni w termoobiegu przez 60 minut. Sernik ma się pięknie przyrumienić.

Po upieczeniu sernik musi ostygnąć. Wówczas można przygotować polewę. W garnuszku rozpuszczamy masło z kakao i cukrem pudrem. Kiedy całość dobrze się połączy podlewamy odrobiną mleka. Gotujemy polewę na malutkim ogniu aż zacznie nam gęstnieć. Po ostygnięciu polewy dekorujemy nią nasz sernik. Posypujemy wiórkami kokosowymi.

Smacznego!!!

Herbaciany zawrót głowy

Przyznaję się bez bicia! Jestem kompletnie zakręcona na punkcie wszelakiego rodzaju herbat. Można by rzec, że niezła herbaciara ze mnie 😉 I choć wszędzie trąbią o tym, że najzdrowiej jest pić po prostu wodę, ja nie jestem w stanie oprzeć się kilku kubkom pysznych herbat dziennie. Rzadko pijam herbaty w filiżankach, wiem jednak, że wiele osób nie wyobraża sobie innej formy podania tego przepysznego płynu.

Na mojej półce znajdują się zarówno herbaty ziołowe, czarne liściaste, jak i moja ulubiona zielona, którą zawsze piję do śniadania. Taki rytuał 😉  Jestem również fanką czystka, którego cierpkawy smak nie każdemu przypadł do gustu. Jego właściwości są naprawdę imponujące. Zdaję sobie jednak sprawę, że zdecydowanie lepiej byłoby gdybym sięgnęła po  sypaną wersję czystka, a nie ekspresową, ale czasami niestety lenistwo zwycięża.

www.biofix.pl

 

 

Dlaczego czystek? 

 Wspomaga odchudzanie

Oczyszcza z toksyn

Działa przeciwnowotworowo

Zapobiega miażdżycy

Dodaje energii

Działa przeciwzapalnie i grzybobójczo

Wzmacnia układ odpornościowy

Łagodzi wszelkie alergie.

Jakiś czas temu weszłam w posiadanie aptecznych herbatek na nadkwasotę i muszę przyznać, że odkąd je piję mój układ pokarmowy jest w dobrej formie. Oprócz tego, że mają całkiem przyjemny smak, ich regularne picie po posiłkach niweluje częste odbijanie i pieczenie w przełyku.

 

www.i-apteka.pl

Działanie herbatki Acidoflos Tea:

Przeciwzapalne na błonę śluzową żołądka

Osłaniająco na przełyk i żołądek

Wspomaganie przemiany materii

Ułatwienie przepływu treści pokarmowej.

 

 

Do śniadania tylko … herbatka zielona. Kiedyś smak nie do przejścia, a teraz smak nie do zastąpienia 🙂 Aktualnie dzięki Dobrym Duszyczkom mam możliwość rozkoszować się cytrusowym smakiem Lipton Green Tea, która tak jak obiecuje producent nie ma posmaku goryczki, więc dla jest idealna dla tych, którzy wykluczają herbatę zieloną właśnie ze względu na gorycz.

 

www.lipton.pl

   Właściwości zielonej herbaty:

Obniża cholesterol

Jest silnym przeciwutleniaczem

Ułatwia odchudzanie

Pobudza przemianę materii

Wspomaga koncentrację i zapamiętywanie

 

 

Ostatnio moją słabością stało się picie czarnych herbat liściastych. Najbardziej smakuje mi herbata czarna Madras. Mocno zaparzona, taka, której liście po zaparzeniu opadają na dno kubka.  Wiem, wiem… dla niektórych estetyka nie do przejścia 😉 Niestety mam wrażenie, że herbata czarna jest coraz mniej doceniana, wręcz doszukuje się jej negatywnego wpływu na nasz organizm. Okazuje się jednak, że ma ona działanie bakteriobójcze i rozgrzewające, a regularne jej picie poprawia koncentrację i wpływa korzystnie na układ krwionośny. Czyli wcale nie ustępuje  pod względem prozdrowotnym herbacie zielonej czy też czerwonej.

Muszę się przyznać, że zaciekawiłam się całej procedurze zaparzania yerba mate 🙂 Spróbowałam ostatnio tego pysznego napoju i … było naprawdę dobre! O dobroczynnych właściwościach ostrokrzewu paragwajskiego można by pisać i pisać. Któż wie, może i ja skuszę się kiedyś na taki zestawik do parzenia i picia yerba mate? 🙂 Nigdy nie mów nigdy!

Macie swoje ulubione herbaty? 🙂

Jak się z dziada robi pan…

Ciężko jest żyć tak aby mimowolnie w różnych sytuacjach życiowych nie oceniać ludzi, którzy stają na naszej drodze. Przez choćby ułamek sekundy, ale musimy…

zdefiniować czyjeś zachowanie, czyiś sposób bycia, ekscentryczny wygląd…

W większości przypadków robimy to w myślach, nie wypowiadamy na głos krzywdzących komentarzy, nawet jeśli uważamy, że mamy prawo do swobodnego wyrażania swoich opinii – czasami lepiej jest milczeć.

Bronię się przed ocenianiem innych ludzi, choć muszę przyznać, że jest to chyba odruch bezwarunkowy. Wszak – kiedy idziesz ulicą i widzisz patologiczne zachowania, słowa same cisną Ci się na usta, a w głowie masz tysiące myśli. Oceniasz. Nic co ludzkie nie jest Ci obce. Nie jesteś robotem. Liczę się z tym, że i ja jestem codziennie poddawana ocenom, jako matka, kobieta, partnerka… córka, koleżanka, ciocia, a nawet osoba pozostawiająca ślad w Internecie… Pozostaje mieć nadzieję, że w zderzeniu z krytyką stawię jej należycie czoła.

A skoro już jesteśmy przy ocenianiu…obserwacji ludzi…spostrzeżeniach…

Zaobserwowałam u siebie alergię. Alergię na ludzi, którzy są po prostu niemili. I gardzą w najobrzydliwszy sposób innymi…słabszymi, prostymi, ubogimi… Którym odbiło. Którzy są cholernie interesowni, pazerni, zazdrośni. Którzy [prawie jak przeciętny polski polityk] kiedy już dopadną koryta stają się gorsi niż byli. Nie uniknę niestety obcowania z takimi ludźmi. Chcę jednak uniknąć jednego…odwzajemnienia pogardy. To odczucie cholernie niskich lotów, z którego nigdy nic dobrego nie było i nie będzie. Nasuwa mi się  tutaj powiedzenie…

Najgorzej jest kiedy z dziada zrobi się Pana…

Zdarzyło mi się już widzieć te przeobrażenia… Z dziada w pana…Zawsze te wielkie metamorfozy odbywały się po ogromnym zastrzyku gotówki. Magia pieniądza. Tylko, że za pieniądze nie kupi się szacunku. Nie kupi się szczęścia. Pocieszające jest jednak to, że są ludzie u którzy pomimo wysokiego statusu społecznego zachowali coś co sprawia, że zasługują na szacunek – to silny kręgosłup moralny. Nie sztuką jest bowiem być wielkim Paniskiem, który nie odpowie Ci dzień dobry bo nagle przestaje Cię poznawać…Sztuką jest osiągnąć wiele i pozostać człowiekiem…

www.pixabay.com

Będę aktywniejsza wiosną – bieganie

Jeszcze jesienią pisałam Wam o zaletach pieszego trybu życia. Spacery praktycznie totalnie wyeliminowały moje migreny, skóra się ujędrniła. Same zalety. http://zyciebezmejkapu.pl/index.php/2017/09/05/lekarstwa-na-migrene-nie-kupisz-w-aptece/

Do wiosny niby niewiele zostało, ale jak wiemy z doświadczenia śnieg i mróz mogą pojawić się jeszcze w kwietniu więc studzę trochę mój przedwczesny optymizm. A muszę się przyznać, że mam go całkiem sporo. Zwłaszcza jeśli chodzi o moje nowe postanowienie. Otóż…Zamierzam biegać. Eureka! 🙂 Na tę okoliczność poczyniłam już nawet zakupy w Decathlonie (na razie legginsy i butki do biegania). Park jest rzut beretem, a ja mieszkam tutaj od niespełna 7 lat. Lepiej późno niż wcale zreflektować się i w porę zacząć korzystać z dobrodziejstw otoczenia. Do kolekcji jest też las! Ale tam grasują dziki, a moja kondycja początkującej biegaczki może mi nie pozwolić na dostatecznie szybką reakcję i spierniczenie na drzewo 😉 Mam też pierwszą ochotniczkę do wspólnego wieczornego biegania, a jak wiadomo – w kupie raźniej 😉

Dlaczego bieganie?

Niestety z cierpliwością u mnie kiepsko, odpadają więc programy znanych fit motywatorek (z całym szacunkiem), odpadają siłownie stacjonarne i karnety, odpadają brzuszki i tańce. Z kolei gdybym zaopatrzyła się w orbitreka obawiam się, że moja aktywność poza domem spadłaby do zera! A ja chcę jak najwięcej przebywać na świeżym (no dobra, smog w Katowicach itp…)powietrzu.  Bieganie to połączenie przyjemnego z pożytecznym. Uznałam bowiem, że skoro lubię spacerować, a nierzadko muszę szybko maszerować żeby gdzieś zdążyć to w takim wypadku bieganie pokocham 🙂 Nie wiem tylko czy z wzajemnością. Mam nadzieję, że tak! 🙂 Nasz park jest bardzo przyjemny dla oka. Niedawno powstała tam nawet siłownia (coś z cyklu poćwicz na otwartej przestrzeni). Więc biegając sobie alejkami będę mogła spróbować swoich sił na owej siłowni 😉

Nie ukrywam, że chciałabym ujędrnić bardziej pewne partie ciała takie jak pupa i uda. Oprócz tych czysto próżnych pobudek chcę poprawić wydolność organizmu, wzmocnić układ krążenia. Nie w głowie mi maratony i półmaratony, ale bardzo motywują mnie wpisy dobrych znajomych, dla których bieganie stało się pasją i sprawia im ogromną frajdę, a przy tym odczuwają bardzo pozytywne skutki uprawiania (że tak powiem 😉 ) biegania. Chudną, wzmacniają się, mają jakiś cel.

Dlatego biorę przykład i spróbuję podarować mojemu zdrowiu prezent w postaci jeszcze lepszego samopoczucia!

Ps. I pisze to ta co parę dni temu grypę przechodziła~! 🙂

 

www.pixabay.com