Nieprzygotowana na wiosnę – krótki wpis kwaśny jak ocet siedmiu złodziei

Świergoczące ptactwo, słońce operujące tak mocno, że termometr zwariował, przebiśnieg i krokus w rabatce- aha, to wiosna. A raczej przedwiośnie bo zakamarki mojego umysłu nie wierzą w cuda. Jeszcze przymrozi i sypnie śniegiem. Póki co nie jestem kompletnie psychicznie gotowa ani na wiosnę, ani nawet na tego krokusa w rabatce bo ja już wiem cholera jasna czym to śmierdzi. Ano śmierdzi pracą w ogrodzie. Tymczasem po grypie stulecia wyczynem jest dla mnie stworzenie czegoś obiadopodobnego i ułożenie z dzieckiem puzzli. Sił żeby wziąć w łapy grabie, kopaczkę i sekator brakuje. Chęci to ja mam, oj mam. Dobre chęci. Nimi niestety jest piekło wybrukowane.

Dorwałam dziś flanelową koszulinę ojca i korzystając z tego, że Młode spało 3 godziny wygramoliłam się na zewnątrz. Zajebiście rozsądne, zważywszy na to, że wczoraj miałam 39 stopni gorączki, ale niestety na głupotę rady nie ma i wyjść musiałam. Po tygodniu w domu jestem bliska obłędu, mam ochotę wsiąść w samochód i pojeździć po Katowicach żeby sobie ulżyć. I domownikom przy okazji. Ok, odbiegłam od myśli przewodniej. Wyszłam na ogród w tej flaneli lichej. A może to był polar? Nachylam się nad rabatką, a tam piękne przebiśniegi, krokusy i białe ciemierniki. Rabatka po zimie w stanie totalnej rozpierduchy, ale przyroda ma to gdzieś, rośliny wychodzą, jedne po drugich. Trzeba będzie to ogarnąć. Tylko kiedy? Pora walnąć się w pierś, że organizacyjnie leżę i kwiczę.

Zawsze mi się wydawało, że wraz z nadejściem wiosny to jakieś siły nadprzyrodzone w człowieka wstępują, że mógłby góry przenosić. Tymczasem patrzę w lustro i kogo widzę? Anemika. Wyraz twarzy jak idź stąd i nie wracaj. Czy to mi się kuźwa śni, czy tylko ja wyglądam jak zbity pies? Dookoła ludzie radują się słońcem, pogodą, ciepłem. Wyciągają rowery, odgruzowują domy i mieszkania, myją okna, chowają zimowe odzienie i wyciągają wiosenne kurtki. Mają plany i zaczynają je realizować. Żeby było milej mój plan aby ruszyć tyłek i zacząć biegać musi się odwlec w czasie z realizacją, chyba, że chcę wylądować na OIOMie z powikłaniami pochorobowymi. Szlag trafił nasze plany żeby pojechać rodzinnie w ulubione miejsca plenerowe w Katowicach i spędzić miło czas robiąc przy tym mnóstwo fajnych zdjęć. Los pokazał mi środkowy palec. Muszę to wziąć na przysłowiową klatę, kaszlącą klatę…

Musiałam. Pomarudzić. Ta cała bezsilność już mi bokami wychodzi. Mogłabym świergotać jak te ptaki za oknem, o wiośnie, że jestem nią upojona pomimo tego, że dopiero rzuciła cień. Ale nie jestem. Wiosna, weź się na mnie nie obrażaj…Ja się jeszcze z letargu zimowego nie obudziłam!

 

www.pixabay.com
3 comments
  1. Wiosna, wiosną wszyscy szczęśliwi wylegli do lasu i na ścieżki rowerowe, co zakończyło się moją małą furią. Dlaczego tak czasem trudno rodzicom upilnować siebie, psa i dzieci. Na drugi raz kogoś rozjadę. Ja generalnie na wiosnę wyjełam rower, ubrać się nie mam w co i chłopa brakuje. Mogę z Tobą pomilczeć w żalu ;p

    1. Grunt, że pojeżdżone 👍 Ku zdrowotności 🙂

  2. […] Jeśli po tytule zastanawiacie się, czy ten wpis jest na serio, to ja szczerze odpowiem Wam, że nie wiem. Chciałam połączyć pewną refleksję (o zmarszczkach – moich na domiar złego) z upajającym faktem (niezaprzeczalnym), że w końcu zrobiło się wiosennie na zewnątrz. [Gdybym mieszkała nadal w Rzeszowie powiedziałabym, że na polu] [Ale mieszkam na Śląsku więc prawić powinnam, że na dworze]. To będzie jeden wielki miszmasz. Delikatne nawiązanie do mojego wpisu sprzed 2 tygodni. http://zyciebezmejkapu.pl/index.php/2018/03/11/nieprzygotowana-na-wiosne-krotki-wpis-kwasny-jak-ocet… […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.