Zmarszczka, problematyczna i bezlitosna, zupełnie inaczej niż … wiosna.

Jeśli po tytule zastanawiacie się, czy ten wpis jest na serio, to ja szczerze odpowiem Wam, że nie wiem. Chciałam połączyć pewną refleksję (o zmarszczkach – moich na domiar złego) z upajającym faktem (niezaprzeczalnym), że w końcu zrobiło się wiosennie na zewnątrz. [Gdybym mieszkała nadal w Rzeszowie powiedziałabym, że na polu] [Ale mieszkam na Śląsku więc prawić powinnam, że na dworze]. To będzie jeden wielki miszmasz. Delikatne nawiązanie do mojego wpisu sprzed 2 tygodni. http://zyciebezmejkapu.pl/index.php/2018/03/11/nieprzygotowana-na-wiosne-krotki-wpis-kwasny-jak-ocet-siedmiu-zlodziei/

Stuknęły mi już jakiś czas temu trzy dyszki, a że należę do osób, które mają metrykę w czterech literach nie próbowałam na siłę doszukiwać się znaków czasu na mojej facjacie. Ba! Nawet moja pielęgnacja się jakoś szczególnie nie zmieniła. Zawsze jednak miałam tendencję do kupowania kremów 50+ (nawet będąc w wieku dwudziestu paru lat). Byłam…nazwijmy to – zapobiegawcza 😀 Tymczasem jakiś czas temu, zupełnie przypadkowo, podczas kolejnej zabawy srajfonem, pierdyknęłam niewinne selfie. Miało to być kolejne do kolekcji selfie typu: nie muszę robić głupich min żeby wyglądać głupio. Niestety tym razem moją uwagę przykuły one…: Kurze łapki, zmarszczki mimiczne – zwał jak zwał.

Oho! Zaczyna się. Kremy 50+ przestają działać, czy to aby nie czas żeby sięgnąć po te 60+ ?!  Coś w każdym bądź razie muszę z tym zrobić? Tylko co?! Upływającego czasu nie zatrzymam. Zawsze mogę powiedzieć, że te zmarszczki to życie na mej twarzy wyrzeźbiło. Mogę walnąć jakimś banałem w stylu, że mi dodają uroku, jak piegi, które permanentnie wychodzą jak tylko pojawi się pierwsze wiosenne słońce. Że są moim talizmanem i zdobią moje lico. I one się będą pogłębiać, a obok nich będą pojawiały się nowe. Głębsze.

Tymczasem jednak zakasałam rękawy i co nieco zmieniłam w pielęgnacji mojej twarzy. Postawiłam (dzięki Dobra duszo za oświecenie w temacie) na:

  • naturalne peelingi, (prawie jak efekt pumeksowania twarzy. Twarz niczym pupa niemowlaka)
  • picie sporej ilości wody, (jędrniejsza skóra plus nerki pracują)
  • trochę lepsze żarełko, (czasami zgrzeszę)
  • regularną  suplementację witaminy E, (pogromca wolnych rodników)
  • olejowanie twarzy (ostatnio olejki na twarz służą mojej buzi zdecydowanie bardziej niż kremy).

 

Oprócz tych jakże ważnych punktów (pasujących do wpisu jak pięść do oka)  zdecydowałam się … często i gęsto wystawiać lico do słońca (wiosenna pogoda winna obfitować w słońce) i przestać się zamartwiać o sprawy, na które nie mam wpływu. Więc skorzystałam zarówno wczoraj jak i dzisiaj z pięknej i słonecznej pogody, przyswajając witaminę D. Ławeczka na podwórku wciąż na mnie czeka, ale dziś po prostu nie miałam ochoty na towarzystwo czającej się w krzakach teściowej…;) Wiecie, że budzą się już po zimie owady? Dziś nawet takiego jednego przyjemniaczka sfotografowałam 🙂 Tak, nawet ja się cieszę. Że ta wiosenka już przyszła.

Fot: www.zyciebezmakeupu.pl

 

6 comments
  1. Oj ja w tym roku zamierzam walczyc ze swoimi zmarszczkami ;P Ja rowniez ciesze sie ze wiosna juz jest 😀

    1. Oj tej wiosny to już się nie mogli chyba wszyscy doczekać (nawet ja) 🙂 A jeśli chodzi o zmarszczki to należy obrać taktykę optymisty – dużo śmiechu, zero stresu! 😀

  2. Bardzo fajny wpis 🙂 Coś mi się kojarzy ze szkoleń kosmetycznych, na które swego czasu chodziłam, że kremy 50+ są właśnie niezbyt dobrym wyborem dla młodszej cery. Myślę, że dobrze, że zmieniłaś sporo w codziennej pielęgnacji 🙂

    1. O widzisz, czyli dobrze, że odrzuciłam te wszystkie kremiki na wyrost. Zdecydowanie dużo dało mi też odżywianie i picie wody 🙂

  3. Też mam 30stkę za sobą 🙂 I peelingi, woda i olejowanie to to, co bardzo lubię.

    1. Zdrowe nawyki 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *