Nauka jazdy na dwóch kółkach – nie dla każdego dziecka łatwa i przyjemna

Piękna pogoda zdecydowanie skłania nas do częstego wybywania z domu i spędzania aktywnie czasu na świeżym powietrzu. Parki i place zabaw pełne, dzieciaki śmigają na rowerach, rolkach, hulajnogach. Przyszła więc pora żeby wyciągnąć z garażu rower naszej sześciolatki i podjąć kolejną próbę nauki jazdy na dwóch kółkach…

Nauka jazdy na rowerze to teoretycznie prosta sprawa. Wspominając swoje przygody rowerowe pamiętam tylko, że poszło mi całkiem sprawnie. Oczywiście uczyłam się jeździć na  składaku, z twardym siodełkiem i hamulcem ,,do tyłu”, którego zresztą przy swoim pierwszym dłuższym przejeździe zapomniałam użyć i tym samym wjechałam w samochód (zaparkowany)…Z obolałą kością łonową zwiewałam z miejsca zdarzenia. Rower w starciu z autem 1:0! 😉 Praktyczny aspekt nauki jazdy na dwóch kółkach jest nieco bardziej skomplikowany, zwłaszcza w dzisiejszych czasach kiedy to rodzic jest jakiś taki bardziej przewrażliwiony i boi się ,,wrzucić dziecko na głęboką wodę” czyli po prostu puszczać, poobija się, popłacze, rozwali wargę, zadrapie nogę, otrzepie się i pojedzie dalej. I tak n – ty raz. Aż w końcu załapie i pojedzie…Samo, bez pchania, utrzymywania, łapania w ostatniej chwili.

W ubiegłym roku nie byliśmy konsekwentni, odpuszczaliśmy szybko. Inną sprawą było to, że córka nie sięgała ziemi swoimi stopami, przez co nie potrafiła się asekurować nogami i najzwyczajniej w świecie bała się. Rowerek jest piękny i zadbany, pierwsze szlify zdobywała na nim kuzynka córy, a teraz przyszła pora na naszą dziewczynkę  😉 Można by rzec, że to super wypasiona fura, różowy B’Twin z Decathlonu, z profesjonalnym pchaczem, tak wygodnym, że nieraz wieszałam sobie na nim torebkę i biegałam za pociechą. Dziecię nam przez rok podrosło i teraz dosięga stopami podłoża więc nauka ma sens. Ale…są pewne trudności, wcale nie jest bowiem tak lekko, łatwo i przyjemnie. Wręcz przeciwnie – są łzy, jest pot, są siniaki i zadrapania…

www.zyciebezmakeupu.pl

 

PROBLEMY Z RUSZANIEM.

Od tego powinniśmy zacząć. Dziecko, które swobodnie sięga stopami podłoża powinno nauczyć się  SAMODZIELNIE ruszać i będzie to 70 procent sukcesu. Trzymanie roweru podczas tej czynności (ruszanie) przez rodzica to błąd. Bo cóż z tego, że pociecha będzie potrafiła przejechać samodzielnie kilka do kilkunastu metrów, skoro w momencie ruszania spojrzy na nas z błagalną miną : ,,Mama/Tata popchnij”!

WSZYSTKO ROZPRASZA.

Do parku mamy rzut beretem, ale w parku oprócz alejek i trasy rowerowej jest też wypasiony plac zabaw, na którym zawsze spotka się koleżankę lub kolegę i wtedy jazda na rowerze schodzi na dalszy plan.

NIEKONSEKWENCJA.

Odnosząc się do punktu wyżej…Niestety kończy się na tym, że po usilnych prośbach i popłakiwaniach córki, która ciałem jest na rowerze, ale duchem już na placu zabaw – my rodzice ulegamy i zamiast nauki jazdy na rowerze mamy 2 godziny zabawy na placu zabaw.

BRAK CIERPLIWOŚCI.

Nie udaje się ruszyć – nerwy. Pedały uderzą – popłakiwanie i nerwy. Mama nie przytrzyma i rower się przechyli – nerwy i panika. Jeśli brak cierpliwości jest dziedziczny to zdecydowanie moje dziecko ma to po mnie. Dlatego kiedy wybywamy na kolejną przejażdżkę – ja dosłownie uzbrajam się w cierpliwość. Zagryzam zęby, mówię łagodniej, nie krzyczę, nie ponaglam, tonuję. Po serii złości widzę światełko w tunelu bo ostatnie dwie wyprawy były ok pod tym względem.

ZNIECHĘCENIE.

Każde dziecko jest inne, ma inne tempo nauki, inny rytm. Moja dziewczynka ostatnio przechodzi etap przeżywania każdej porażki bardzo boleśnie. Odnosi się to nie tylko do nauki jazdy na dwóch kółkach, ale także tworzeniu prac i rozwiązywaniu zadań w przedszkolu. Pracujemy nad tym bardzo intensywnie. Chcemy żeby wiedziała, że nie zawsze wszystko przychodzi łatwo. Czasami trzeba się sporo napracować i namęczyć, ale nagroda jest warta zachodu 🙂

WIARA W SIEBIE.

Każdy samodzielnie przejechany metr chwalę. Widzę, że bardzo Ją to motywuje i buduje Jej poczucie wiary w siebie.

 

W porównaniu z rokiem ubiegłym jest o niebo lepiej. Pomimo różnych niesprzyjających okoliczności i czynników jestem pełna nadziei, że na wakacjach moje dziecko będzie samodzielnie śmigać na dwóch kółkach. Nie stwarzam jednak chorej presji bo wiem, że ponaglanie niczego dobrego nie przyniesie. Cała ta rowerowa przygoda sporo mnie uczy. Przede wszystkim pokory i cierpliwości. Nie może ich zabraknąć do finalnego efektu w postaci pędzącego samodzielnie sześcioletniego szczęścia na różowym rowerku z pasażerem w postaci misia…

 

8 comments
  1. Świetne rady dotyczące nauki jazdy na rowerze 🙂 Co prawda u nas jeszcze parę dobrych lat zanim córka dopadnie dwukołowy rower, ale na pewno z nich skorzystam 🙂 Powodzenia dla córki, na pewno wkrótce opanuje rower!

    1. Dziękujemy 🙂

  2. U nas syn nauczył się szybko ale u córki – 6 -ciolatki idzie opornie.

    1. Powodzenia w takim razie! Na pewno w końcu nasze córy załapią i będą śmigać same 🙂

  3. Moja najmłodsza córka nie toleruje roweru, za to dwójka starsza uwielbia 🙂

    1. O proszę 🙂 Dla roweru dobrą alternatywą jest hulajnoga 🙂

  4. Mój synek na taki rower jest jeszcze za mały, jednak planujemy kupić mu na urodziny taki odpychany. Pamiętam, że gdy mnie ojciec uczył jeździć na rowerze, ciągle mnie krytykował, przez co bardzo się denerwowałam. Była to dla mnie wielka spina i stres. Dopiero wujek, brat mojej mamy nauczył mnie jeździć. Zawsze mnie dopingował i zachęcał by próbować jeszcze raz mimo zdartych kolan 🙂

    1. Dużo dobrego słyszałam o tych rowerkach biegowych, ćwiczą równowagę i dzieciom zdecydowanie łatwiej jest potem nauczyć się jeździć na rowerze dwukołowym 🙂 Dobre podejście opiekuna podczas nauki jeżdżenia na rowerze to podstawa 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.