Temu Państwu do twarzy z kielichem w dłoni …

… dlatego permanentnie wieczorami raczą się czerwonym winem, w którym topią siebie. Są jednak niezatapialni. Każdego miesiąca po wypłacie wybierają w sklepie kilka butelek swojego ulubionego trunku, zwykle soplicy lub krupniku. Na bogato. Po piętnastym wystarcza już tylko na biedronkową amarenę, lub w najlepszym wypadku na kadarkę. Żeby było ekskluzywniej nawet szitowe trunki sączą z wytwornych kieliszków. Bo pozory są ważne. A wódeczka to wiadomo – woda życia. Ku zdrowotności. Polej!

Rzadko pijają sami. Nie lubią. Muszą mieć bowiem towarzysza pijaństwa (ups! – spożycia alkoholu) i rozmów, które po kilku głębszych stają się bełkotem wewnętrznych słabości. Kiedy coś Ci leży na wątrobie – napij się – wyśpiewasz wszystko jak na spowiedzi.

A Ona problemów ma sporo. Problemy Ją lubią, z perspektywy czasu wiem już, że Ona w problemy w permanentną premedytacją lubi się wpierdalać.  Takie finansowe problemy. Oprócz tego, że lubi sobie popić żyje normalnie. Pracuje, sprząta, gotuje, pierze, prasuje, opiekuje się dziećmi, chodzi na wywiadówki, spotyka się z koleżankami. Jest żoną i mamą, jest córką i siostrą, koleżanką i szanowaną osobą, wzbudzającą zaufanie. Tylko tych kilka kieliszków od czasu do czasu. Burzących symetrię. Definiujących Ją jako kobietę uzależnioną. Taka „mała” rysa na szkle. To jest matka, a bólu jej dzieci nie zdefiniujesz. Bo dzieciaki w mig łapią kiedy coś jest nie tak. Kiedy mamusia i tatuś lubią ten sport. Lubią do bólu.

Jej mąż to człowiek sympatyczny, Jego się raczej lubi. Pracuje, zarabia, pójdzie z Nią na niedzielny obiad do teściów, nawet teściowej powie komplement. Nawet z dziećmi na sanki pójdzie. Ale jest pijakiem. Chleje wódę w pracy, w domu, wszędzie. Wpada w ciąg po czym powraca jako wzorowy człowiek i mąż, ojciec i pracownik, kolega. Trafił na podatny grunt i razem z małżonką lubi sobie wypić bo kto proszę państwa Mu zabroni? Pije za swoje! Przecież nie ukradł! Po ciężkim dniu pracy Jemu się najnormalniej w świecie należy! A picie jakbyście nie wiedzieli wg. niego to jest życie…

Kilkadziesiąt lat później Oni nadal żyją i mają się świetnie, siły do picia może mniejsze, ale chęci jakby większe. Pokus wiele, problemy nie odeszły w siną dal, są wręcz niczym huba.

Z tego co wiem, Ona Go kocha i kochać nie przestanie. Żyją nadal w blasku pozorów. Wiek mają słuszny, ale wątroba jeszcze nie pokazała Im środkowego palca więc jadą z tym koksem i lubią sobie wpaść w ciąg. A wtedy zapominają o wszystkich żyjących, dzieciach, rodzinie, sąsiadach. Wtedy mają swoje Eldorado. Toż to przecież dziadkowie z ułańską fantazją. W ich przypadku nie powiesz, że wódka im wszystko zabrała. To tzw. : kryptoalkoholicy, których nigdy w życiu byś o ten alkoholizm nie podejrzewał. Na ulicy wyglądają jak Twoi rodzice, dziadkowie lub dalecy krewni z drugiego końca naszego kraju. Nie są opuchnięci, nie śmierdzi od Nich wódą, nie idą zygzakiem. Piją w domu. Razem. Zachowując pozory i planując każdy dzień picia.

Alkohol to ich idealny kompan do trójkąta. Ciekawe jak potoczą się losy ich dzieci? Bo póki co to raczej bujają się pomiędzy normalnością, a zakrzywionym światem i syndromem DDA.

www.pixabay.com

 

3 comments
  1. I co by tu napisać, że samo życie. Nie będę hejtować, bo każdy alkoholik to człowiek nadwrażliwy, który sobie nie radzi sam ze sobą. Próbując radzić sobie z samym sobą jest jak tornado niszczy wszystko i wszystkich wokół. Na szczęście są ludzie, którzy potrafią posklejać połamane serca.

    1. Ostatnio tylko o takim samym życiu chce mi się pisać. Może dlatego, że z taką pierwotną myślą zakładałam tego bloga?
      Dzięki za komentarz mądry komentarz Droga Autorko jednego z moich ulubionych blogów 🙂 Reszta jak zwykle na priv 🙂

      1. Pisz o życiu, doskonale Ci będzie pisząc takie krótkie felietony. Córa już wielka, więc zaraz nie będzie chciała żeby ją matka wystawiała w internetach…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *