Nie doceniałam mojego super partnera

Miałam pójść za ciosem i stworzyć wpis o tym jaka to ze mnie super partnerka. Dziś jednak ani sił ani chęci na takowy nie mam, wręcz przeciwnie – chciałabym się publicznie opierdolić. Dać sobie dwóję. Walnąć się w pierś. Bo taka ze mnie super partnerka jak z koziej dupy trąba za przeproszeniem! Tak cholernie upierdliwą, marudną i chimeryczną partnerkę jak ja znieść mógł tylko złoty chłopiec. Żebym tylko mogła zrzucić winę na pms, ale nie mogę.

Za dużo ostatnio od tego mojego złotego chłopca wymagam. Wymagam ponadprzeciętnie. Nie chodzi tu o hajs (choć tego jak to zwykle w przeciętnych polskich rodzinach bywa zawsze brakuje). Wymagam wiecznego uśmiechu, pogody ducha, miłych i czułych słówek, publicznych objęć. Podczas gdy w domu/ prywatnie jestem marudną zołzą, wiecznie niezadowoloną i naburmuszoną. Ciągle mi kuźwa coś nie pasuje, kręcę nosem na wszystko dosłownie. A On…jest… cierpliwy. I cholernie zmęczony. Bo pracuje, ciężko, choć zawsze twierdzi, że w pracy odpoczywa – wiem, że jest inaczej. Kiedy ja przewracam się w środku nocy z boku na bok – On wstaje do pracy. I nie ma zmiłuj. Taki zawód, taki wybór. Utrzymuje rodzinę, jest głową rodziny, jest wspaniały. Tak cholernie żałuję, że nie umiem tego docenić tak jak należy. Że jedyne co ostatnio miałam Mu do powiedzenia to niekończące się pretensje, aluzje, wywody. Bezsensownie wylewałam na Jego silne barki frustracje. Zadręczałam Go mało istotnymi duperelami. W międzyczasie wydarzyło się coś o czym mi nie powiedział, bo nie chciał mnie martwić. Dziś się dowiedziałam. Doznając przy tym nagłego olśnienia, że trudno się ze mną rozmawia na tematy light, więc lepiej nie ryzykować z większym kalibrem. No, ale … wydało się. I choć pieniądze to rzecz nabyta ja mam w sobie smutek z innego powodu. Nie chodzi o to, że jesteśmy w tyle z wszystkim. W tym całym samolubstwie przestałam oglądać się na potrzeby mojego mężczyzny, przestałam dostrzegać zmiany w Jego nastrojach. Dlatego płaczę z bezsilności bo mi wstyd. Być oparciem dla drugiej połówki zawsze było dla mnie sprawą priorytetową, tymczasem gdzieś po drodze w naszym partnerstwie zaczęło się liczyć tylko moje ja. Dostałam dziś od losu z liścia w papę. I Bogu dzięki bo trwałabym w tym stanie wiecznego niezadowolenia i pretensji. W dziecinadzie najprościej rzecz ujmując.

Teraz czeka mnie zakasanie rękawów i ruszenie do przodu. Bo ja na starcie wciąż stoję Drodzy Państwo. Kilkakrotnie zaliczyłam falstart i za każdym razem tupałam nogami i obrażałam się, dlatego tak mi trudno dobiec tam gdzie jest już mój złoty chłopiec. Dotarł już do tego magicznego miejsca gdzie znajduje się strumień dojrzałości, spokoju wewnętrznego i wielkiej pokory do tego co przynosi życie. A Ono tym razem przyniosło kłodę pod nogi. …. No to hop! Musimy ją przeskoczyć razem!

 

www.zyciebezmakeupu.pl
2 comments
  1. Wiesz co tytuł super partnerki należy Ci się za ta refleksję, nie wszystkie kobiety ją mają 🙂

    1. Bo piekielnie trudno jest się przyznać przed samym sobą, że się nawaliło. Jestem w trakcie naprawiania i pierwsze efekty już są 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.