Niemąż

Według wszelkich znaków na niebie i ziemi priorytetem w życiu kobiety powinno być zamążpójście i macierzyństwo. Nie zamierzam z tym polemizować, ani też przyklaskiwać,  jestem bowiem rozdarta jak ta sosna Judymowa. Zastanawiam się ostatnio nad fenomenem małżeństwa. Oczywiście odrzucając kwestie wiary lub niewiary. Byłam bowiem na trzech ślubach w całym moim 33 letnim żywocie i faktycznie przeżyłam jakiś tam efekt wow. Sama jednak nie miałam jeszcze przyjemności występować w roli panny młodej i od lat zadaję sobie pytanie, czy poza kwestiami życia zgodnie z wolą Góry i papierologii zmieni to cosik w moim życiu?

Życie pisze wszak przeróżne scenariusze. Nawet największa miłość może się nagle skończyć lub też stopniowo wygasać. A jeśli już powiesz TAK przed ołtarzem to raczej wypadałoby żebyś była pewna. Wtrącając swoje trzy grosze – nie rozumiem ślubów po dwóch miechach znajomości. Ślub wydaje mi się krokiem tak ostatecznym (mówię tutaj o kościelnym), że przerażać mnie zaczyna wizja siebie zatrzaskującej za sobą na zawsze pewną furtkę na której widnieje napis: WOLNOŚĆ. Bo choć jestem w szczęśliwym i pełnym miłości związku czuję się wolna. Od niemęża dostałam w pakiecie: miłość, zaufanie i szacunek. Czuję spełnienie i dobrze mi z tym, ale zarazem obawiam się nieznanego. Tym nieznanym jest małżeństwo.

Obserwując małżeństwa w moim otoczeniu miewam skrajne odczucia. Począwszy od fantastycznych par, wychowujących wspólnie dzieci, będących dla siebie nawzajem wsparciem, poprzez małżeństwa tylko na papierze będące ze sobą tylko i wyłącznie z powodów innych niż miłość, a skończywszy na parach w separacji lub w trakcie rozwodu. Nie masz gwarancji. Nikt Ci takiej nie da. Że do tej śmierci przebujacie się razem w zdrowiu czy też chorobie, w miłości i wierności. Choć słowa przysięgi małżeńskiej są piękne, zastanawiam się nad tym, czy są na tym świecie pary, które nie miały nigdy chwil zwątpienia? Błądzić jest rzeczą ludzką, popełniać błędy również. Od pewnego czasu staram się nie szastać słowem NIGDY. Dlatego też, nie mówię nie instytucji małżeństwa, ale najprawdopodobniej muszę jeszcze cholernie dojrzeć to tej decyzji.

I nawet całkiem nieźle mi się żyje w naszej ojczyźnie naładowanej samymi prawymi wzorcami moralnymi. Być może dlatego, że spełniłam jeden z ,,priorytetów” każdej polskiej kobiety – urodziłam dziecko (ironia). Jestem matką. I dopiero po przeszło sześciu latach zastanawiam się nad ślubem. Pomyliła mi się kolejność, taki niewinny drobiazg. Mam niemęża, który podobnie jak ja nie ma żadnej ,,mrocznej” przeszłości typu rozwód. Mimo tego pozostajemy w związku. W związku bez papierka i sakramentu. I wiecie co? Boję się trochę zmian. Bo skoro jest tak dobrze to czy może być lepiej?!

www.pixabay.com
2 comments
  1. Na szczęście mieszkam w mieście który wypełniają ludzie z lewackimi poglądami. Głoszą, że jest to miasto wolnych wyborów i decyzji. Tak sobie myślę, że z związkami to właśnie tak jest, że każdy podejmuje swoją decyzję. Nie ma reguły czy uda się z papierkiem czy bez.. Nie ma reguły na nic. Dobrze, że masz swoje poglądy i ich bronisz!
    A co do ideologii państwowej teraz jest taka, po wyborach może będzie inna. Parę lat temu kraj był nastawiony na pomoc osobą niepełnosprawnym, teraz jest inaczej.. Tak się to koło kręci.

    1. Muszę w końcu spiąć poślady i zawitać w Twoje progi 🙂 Swoją drogą to niesamowite jak brak papierka i odgórnego przyzwolenia nie przeszkadza w poczuciu, że jest się kochanym i naprawdę żyje się dobrze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.