Krótka notka o cellulicie

Patrząc na te wszystkie zgrabne babeczki na instagramie i nie tylko można popaść w kompleksy. Bo skoro one takie wylaszczone to dlaczego ja nie mogę się tak miło dla oka prezentować (nie tylko dla swojego oka oczywiście) ? I pomyśleć, że kiedy zaczynałam bieganie jednym z celów jakie sobie założyłam był właśnie ujędrniony zadek i uda. Oczywiście szybciutko sprowadzona zostałam na ziemię. Przede wszystkim bieganie pokochałam całym sercem i traktuję to jako pewnego rodzaju pasję. Tak, właśnie tak można określić mojego bzika na punkcie „latania po mieście”. Przestałam zatem skupiać się na aspektach typu czy po regularnym bieganiu mam mniejszy zadek lub mniej grudowate uda. Wciąż jednak zastanawiam się nad tym jak się tego dziadostwa pozbyć. No kłuje mnie to w oko niemiłosiernie. Tutaj niby w miarę szczupła noga, jakiś śladowy pierwiastek mięśnia, trochę opalenizny ogrodowej i kuźwa … cellulit!

W ramach dbałości o dobre nawilżenie (w pakiecie z ujędrnieniem) zaopatrzyłam się nawet w mleczko z q10 czy coś w tym stylu. Producent zapewnia, że po 10 dniach ujrzę znaczącą poprawę. Cytując piosenkę Kayah… „Uwierzyłam mu…choć…” wiem, że marketing to taki stwór co potrafi zwieść nas na manowce.  Ale pachnie to tak pięknie i tak robi dobrze skórze, że nie żałuję. No i bacznie obserwuję moje strefy pofałdowania! Żeby nie było – minęło 4 dni od pierwszego zastosowania! Poza tym takie samo cudeńko znalazłam w łazience teściówki 😉

Z tym cellulitem nasuwa mi się jedna znacząca myśl. Gdybym go nie miała to zaczęłabym pewnie narzekać na białe rozstępy na legsach , które pamiętają jeszcze czasy mojego podstawówkowego dojrzewania (chudnę, tyję, chudnę, tyję) i cyckach (karmię, nie karmię) . Dlatego skupiam się na tej pomarańczowej skórce , niejako w solidarności z tymi dziewczynami, które go mają, mieć nie chcą i robią coś w tym kierunku. Ale podziwiam też szczęściary co to go w pełni aprobują i idą z nim przez życie ze szczerym uśmiechem na ustach.

A jak to jest u Was ?

 

 

2 comments
  1. Chudnę, tyję – jakbym słyszała siebie. Po 30-stce jednak mam to gdzieś. Z momentem gdy odpuściłam, nawet waga stanęła w miejscu. Z celulitem się zaprzyjaźniłam. Jest spoko, nie mam sił walczyć z wiatrakami w tej chwili…

    1. Bo czasami po prostu trzeba odpuścić i zaakceptować … siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.