Jesienne rozważania i back to school w ciemnych barwach?

Wrzesień to jeden z moich ulubionych miesięcy. Czuję w powietrzu jesień, a moje samopoczucie jest wyborne. Jesienna słota to jedno z najpiękniejszych doświadczeń tego okresu. Sentymentalnie, romantycznie, nastrojowo. Czyli tak jak lubię najbardziej, choć nie zakwalifikowałabym siebie jako osobowości depresyjnej. W moim życiu jest miejsce na radość i smutek, równowaga w przyrodzie nie może zostać zachwiana. Żeby żyć pełnią życia muszę doświadczać przeciwstawnych sobie uczuć. A wrzesień…wrzesień mi zwykle sprzyja. W mojej głowie kotłują się pomysły, które o dziwo mają szansę się zrealizować. Tak jak dla jednych nowe przychodzi po 1 stycznia, robią postanowienia noworoczne i zaczynają ,,od zera”, tak ja w tej nowo rozpoczętej wrześniowej rzeczywistości łapię wiatr w żagle i rozpędzam się. Zatrzymując się tylko po to aby podziwiać piękno tego co jest za oknem. Drzewa w kolorze złota. Jesienne mgły. Zapach palonych liści. Zapach przemijania. To taki piękny okres. Nie wiem jak można nie kochać jesieni? Tego moja głowa nie ogarnia.

Wrzesień to również czas powrotu do szkół, do przedszkoli. Studenci jeszcze sobie leniuchują, choć niektórzy mają poprawki i zagryzają paznokcie bo ich losy na uczelniach właśnie się ważą. Oj, miało się poprawki. Zwłaszcza pierwszy rok studiów obfitował u mnie w oceny 2.0. W rezultacie we wrześniu miałam zdać chyba 3 egzaminy. Było mi wtedy wszystko jedno, może dlatego zdałam ? Czasami jeśli się nie starasz to dostajesz i na odwrót – kiedy bardzo chcesz , los pokazuje Ci fakera.

W liceum byłam orłem i do dziś wspominam z sentymentem ten czas, natomiast podstawówka to był jakiś matrix. Zwłaszcza klasy 7 – 8. Świadomość podziałów, grup i podgrupek przyprawiał mnie o mdłości. Dlatego stanęłam sobie obok tego całego cyrku i szłam swoją drogą. Wciąż jednak obserwując z niedowierzaniem moich rówieśników. Dlatego też moje powroty do szkoły po wakacjach to nie było jakieś wow. Raczej towarzyszyło mi napięcie i stresik. Ale byłam już ogarniętą nastolatką, mogłam to przejść. Tymczasem przyszło mi się dziś zastanawiać jak to jest z takimi maluchami, rozpoczynającymi edukację w klasie pierwszej i powiedzmy sobie, że są dziećmi wrażliwymi, delikatnymi i podatnymi na wpływy innych dzieciaków? Stwardnieją im tyłki? Zmężnieją? Przejdą przez to? Uodpornią się? Niestety nie wszyscy sobie dadzą radę i to mnie właśnie smuci najbardziej. Ktoś by powiedział, że powinnam mieć w dupie obce dzieci i martwić się o swoje (które notabene za rok idzie do 1 klasy). Idąc jednak tym tokiem rozumowania powinna ogarnąć mnie znieczulica społeczna, a tego nie chcę. Szkoda mi tych wszystkich małoletnich przymusowych autsajderów…Bo…

Takie odrzucenie zapewne zostaje w człowieku, odciska jakieś piętno na jego psychice. W dorosłym życiu objawia się ono poczuciem niepewności, niższej wartości i ciągłym analizowaniu swoich zachowań.

Chciałabym mieć nadzieję, że dzieci odrzucane przez rówieśników na swój sposób odnajdą się w tej szkolnej rzeczywistości nie gubiąc przy tym swojej dziecięcej radości życia i co najważniejsze, że rodzice staną na wysokości zadania. Będą rozmawiać i wspierać – po prostu. Bo najgorsze to nie mieć wsparcia w domu. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.