Polatane i odkryte. Kartki z wrześniowego kalendarza.

Biegałam i nawet se medal mam…

Problem ludzi z pewnymi syndromami polega na tym, że nie potrafią się jakoś tak wybitnie chwalić swoimi sukcesami. Jestem człowiekiem z pewnym syndromem, więc nie znane mi uczucie komfortu po ogłoszeniu wszem i wobec, że uczestniczyłam w „jakimś” tam biegu.  W związku z tym z pewnym dyskomfortem ogłaszam, że tak – uczestniczyłam w takowym i nie spałam prawie całą noc przed nim, a rano nie byłam w stanie wiele zjeść bo żołądek miałam w supeł ściśnięty … Było fajnie, ale więcej nie umiem powiedzieć bo chyba wolę to zostawić dla siebie. Podsumowując natomiast kwestię samegoż biegania…

… Sezon na biegi w plenerze bez odpowiedniego wyposażenia obuwniczo-odzieżowego powoli dobiega końca. Przynajmniej dla mnie. Teraz może pora na bieżnię? Któż to wie.  Jak na mistrzynię słomianego zapału udało się pociągnąć trochę tę fascynację bieganiem. W międzyczasie przeszłam chyba wszystkie możliwe chwile zwątpienia i spadki formy. Nie obyło się też bez drobnych kontuzji i nagłych wyskoków w stylu: ,,biegnę 10 km – to nic, że dzień wcześniej miałam tzw. fazę obżarstwa i picia piwska w nadmiarze.” Prawie jak Ferdynand K. To nie były dobre posunięcia. Zgubiła mnie nieregularność, ale jakby nie było od kwietnia kręci się… Jedno jest pewne: Bieganie… connecting people 😉

Ponadto…

Próbowałam też rozkminić fenomen virali. Że każdy bloger, pisarz, tekściarz ich tak pragnie i staje na paznokciu żeby je machnąć. Coś, co szybko i płynnie rozprzestrzeni się w sieci, mediach i generalnie w całej tej machinie zwanej : pożądane! czytane! Jednym słowem : sztos! Doszłam do osobliwych wniosków , że wcale nie wystarczy napisać o dupie i kupie (za przeproszeniem) żeby chcieli czytać. To o czym napisać jasny gwint żeby się czytało? Dobrze czytało, gęsto czytało. Tego nie wie nikt dopóki takiego tekstu nie stworzy i nie wypuści w świat – kompletnie nieprzygotowany na to że to będzie ten…viral. Odkrycie zmęczonego…

Byłam na grzybach w pięknym lesie – tak jestem grzyboholikiem, – tak – każdy las jest piękny… I było obficie. W sensie zbiorów. Od godziny 16 do 21 w pozycji siedzącej z garbem na plecach obrabiałam te grzyby, a i tak wszystkiego nie ogarnęłam tegoż wieczoru. Ale piękne grzybki zebraliśmy. Koźlarze, podgrzybki, maślaki, borowiki. Cuda wianki i zachwytom nie było końca. Order cierpliwości dla mnie za wspólne grzybobranie z teściową, ale … wiecie co? Chyba nie było najgorzej. Nawet miło było! A może to ja się w końcu zaczęłam zmieniać i nie dostrzegam już tylko złego? Starzeję się i chyba w końcu przychodzę po rozum do głowy, ale znam tak już co nieco życie – jeszcze stracę ten rozum nie raz i nie dwa…

Była siostra. Tak, to Ta istota z wpisu starego jak świat http://zyciebezmejkapu.pl/index.php/2017/10/16/o-zwyczajnej-a-jednak-niezwyklej-siostrze/

Pogoda dopisała i ostatnie gorące dni lata spędziłam w Jej przemiłym towarzystwie. To jakby nie było osoba znająca wszystkie moje najgorsze wady i wadziska, więc nie mogło być do bani. Musiało być super. Oczywiście pitrasiłyśmy w kuchni różne potrawy. Byłyśmy razem na rowerze, a siostra nawet bieganie ze mną zaliczyła. Oczywiście moje dziecko było wniebowzięte bo ciocia przywiozła ryśka Ryszarda z Biedry i pakiet naklejek na Sowę Zośkę. Ok – wydało się – my z tych zbierających naklejki. Samo życie!

Chory chłop.

Tak. 37,1. Katar, kaszel. Pół soboty i całą niedzielę przeleżał w łóżku. Wyspał się i wypoczął za wszystkie czasy, więc wybaczcie, ale spadam do Niego bo kiwa na mnie palcem i zaprasza pod kołdrę! 😉 Jeśli jutro obudzę się z katarem to już wiem dlaczego!

 

Ahoj!

 

 

 

2 comments
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.