Instagramowe szambo

Nie wypada pluć do własnego gniazda, wszak mam profil na tym popularnym serwisie i całkiem nawet ten swój profil lubię (gorzej sprawa ma się w realu). Wrzucam tam zdjęcia zarówno z filtrem jak i bez filtra. Jedyne co jest dla mnie Mount Everestem nie do przejścia to tzw.: relacje. Trudne to takie i średnio się orientuję, więc bazuję tylko na fotkach. Które nie chwaląc się są całkiem przyjemnej jakości, ale to bynajmniej nie jest zasługa moich zdolności fotograficznych, tylko aparatu (w tym przypadku względnie wypasionego telefonu). Obserwuję tam też kilka mniej lub bardziej znaczących dla mnie postaci, ale generalnie wykazuję zainteresowanie tymiż osobistościami. Całkiem nieźle ogarniam hasztagi, nawet mój ubogi angielski nie razi w oczy. Wszystko pięknie. Na tym jednak koniec. Teraz będzie trochę hejtu. A co się będę szczypać. Co w sercu to na języku. Jednym z najbardziej śmiesznych cech tegoż środowiska instagramersów (ho, ho, ależ jestem dobrze przygotowana do lekcji) jest :

Obserwuję Cię, ale tylko przez pierwsze trzy minuty, czekam na rewanż, jeśli go nie ma to przestaję obserwować.

<3 Kocham to.

Wiecie, ja też czasami przestaję kogoś obserwować, ale nie zdarzyło mi się jeszcze żeby w 3 minuty zacząć kogoś obserwować i zarazem przestać obserwować! To jest kuźwa jakiś rekord, może za to lecą jakieś profity na konto takiego sprintera obserwacji? Niezmiennie mnie to bawi.

Kolejną, jakże uroczą ozdobą Instagrama są konta stworzone do promocji … właśnie Twojego konta! Może zaczniesz myśleć, że wygrałeś los na loterii bo zaczął Cię obserwować profil : Promujemy Instagram (lub coś w tym stylu) ? No kurde – to Ci serdecznie gratuluję! Oni bezapelacyjnie pomogą Ci rozwinąć skrzydła, zyskasz setki, ba! tysiące obserwujących! … Jeśli tylko dobrze posmarujesz.  Nie martw się, na pewno zupełnie przypadkiem, właśnie dziś, specjalnie for You będą mieli promocyjne ceny! Bierta człowieku i ciesz się, że zaszczyt Cię kopnął. Dobra, już się nie pastwię. Przecież wiem, że Instagram to jeden wielki biznes. Człowieku, przecież nie od dziś żyję na tym świecie. Z marketingowego punktu widzenia najprawdopodobniej słowami powyżej strzelam sobie w kolano. Niech tak będzie. Bo wiecie, ja to proste myślenie preferuje. Jest serwis, wrzucasz foty, oglądasz foty, a nie jakieś tam … biznesy.

Wisienka na torcie została jeszcze do skonsumowania. Więc proszę. Oto i ona:

Na Instagramie możesz być kim tylko zechcesz i pokazywać co zechcesz, między tysiącami możliwości tylko nieliczni chcą być … sobą. Reszta odgrywa spektakl swojego życia.

Oklaski…

Pośród sztucznego pindrzenia się, robienia dziubków, odwalania szopki i zakłamywania rzeczywistości wygrzeb coś człowieku dla siebie? Na szczęście nie wszystko stracone, perełki też się zdarzają. Dzięki Instagram i za to. Gorzej, jeśli pod tą wypindrzoną i zakłamaną rzeczywistością rozgrywa się prawdziwy dramat. Antybohaterką mamusia instagramowa i małe dziecko, które na zdjęciach wystylizowane i uśmiechnięte w rzeczywistości było notorycznie wyzywane i zastraszane. Pewnie znacie tę historię, a jeśli nie to wdepnijcie sobie na youtuba i obejrzyjcie ten materiał:

Według mnie, na instagramie jest sporo właśnie takiego szamba. Kurde i dziwić się potem, że ludzie mało do teatru chodzą. Przecież w dzisiejszych czasach nie trzeba z domu wychodzić żeby sobie obejrzeć ,,sztukę”. Wystarczy telefon i internet. Gorzej z jakością.

Sorki instagramowa społeczności (ta fake-owa) , ale u mnie to kawa na ławę.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.