Wieczory

Czekała na ten telefon.  Miał zadzwonić i powiedzieć Jej, że w końcu przyjedzie i będą mogli być razem. Tylko, że to było jeszcze zanim zaczął się od niej odsuwać. Z dnia na dzień coraz mniej pisał, prawie nie dzwonił. Powiedziała lub zrobiła coś – co go musiało rozczarować. Dystans. Miłość nagle zniknęła, zniknęło słowo kocham, nie było już, że po nią przyjedzie, że tęskni, że pracuje, że już wkrótce…Bolało, ale nie mogła zrobić nic innego jak tylko cieszyć się z tych dwóch esmsów dziennie. Na dzień dobry i na dobranoc. Bez tego załamałaby się całkowicie. Wystarczyło, że przestał jej mówić kocham, a ona czuła się jak kwiatek, który usycha bo się go nie podlewa. Słowo kocham jak woda… Nie mogła więc ryzykować całkowitym zerwaniem kontaktów. W tych sporadycznych wiadomościach dało się wyczuć, że przeprasza, że chyba jednak jej nie kocha, a może nie tak jakby tego chciał? Nie wystarczająco mocno? Że się nie uporał. Że miejsca w jego sercu jest dla niej wciąż zbyt mało. Ona po prostu brała wszystko albo nic. Całe życie karmiła się miłostkami, które pozwalały jej mieć kontrolę. Pozorną kontrolę nad swoim smutnym życiem. Tylko serce wciąż się wyrywało z piersi bo chciało kochać i być kochane. Jak ten żebrak co pozornie nie ma nic, ale bogactwo skrywa jego dusza. Upływający czas i nagłe ochłodzenie stosunków wrzuciły ją w otchłań. Stan beznadziei. A przecież kiedyś? Nie musiał jej dotknąć, nie musiał obejmować, nie musiał być obok. Wystarczyło, że usłyszała jego głos, pieszczotę jego słów. Topniała. Kochała. Marzyła. Uśmiechała się. Wierzyła. Była taka cholernie niewinna i … naiwna.

Napisała mu któregoś dnia że to ostatnia wiadomość i że ma do niej już więcej nie pisać na dzień dobry i na dobranoc. Ona już na niego nie może czekać. Nie ma sił. Nie ma nadziei. Próbuje sobie układać życie. Próbuje zrobić miejsce. Idzie nowe…? I przyszło nowe, a potem kolejne i kolejne. Dniami, miesiącami i latami nie rozmyślała o nim. Bo w końcu nigdy go tak naprawdę nie było. Można go określić mianem złudzenia. Nigdzie go nie było.  Żadne miasto nie było mu przypisane. Żaden zawód. Żadna kobieta. Żadna rodzina. Żadne dziecko. Miał jednak imię i ona musiała je zapamiętać już na zawsze. Oczy miał czarne jak węgiel. Spojrzenie przenikliwe. Włosy ciemne. Głos jego wibruje wciąż w jej  głowie.

Mąż. Dzieci w szkole. Ona w pracy. Złudzenie w niej.Cholerny świat kręci się nadal. Czy była w jego życiu jeszcze dziewczyna podobna do niej? Rozmyślanie i gdybanie. Ciągła niewiadoma. Czy każda tajemnica powinna być kiedyś odkryta? Czy wtedy złudzenie odejdzie i da spokój. Będzie można żyć bez powrotów do przeszłości?

 

*

 

Takich dziewczyn jak ta z przytoczonej wyżej historii jest więcej. Zdarzyło im się spotkać na swojej drodze mężczyzn, którzy mieli (jak ja to mówię) serce o ograniczonej pojemności. Na swój sposób kochali, chcieli związku, chcieli miłości. Ale coś z przeszłości nie pozwoliło im oddać w stu procentach całego siebie. Ich przeszłość wciąż determinuje teraźniejszość i rzuca cień na przyszłość. Zwykle kobietom, które stają na drodze takim mężczyznom wydaje się, że mogą ,,ich naprawić”. Gratuluje wszystkim, którym się udało, a przynajmniej w to wierzą. Ja też chciałabym wierzyć w to, że się da.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.