Ciche dni.

Czekam, aż coś powiesz

kilka tonów ciszej i spokojniej.

Już parę dni minęło od naszej kłótni.

I choć mieszkamy pod jednym dachem ,

nie zaszczycasz mnie nawet spojrzeniem.

Wiem, że znowu sprowokowałam,

że nie zostawiłam Ci wyboru.

A nasze krzyki słyszeli wszyscy,

słyszały dzieci…

Rzuciłam w Ciebie jakimś przedmiotem,

a Ty w odwecie nazwałeś mnie wariatką.

Tak, jestem nią, wariuje na Twoim punkcie.

I znowu coś we mnie pękło,

zaczepiłam,

pierwsza rzuciłam kamieniem.

Odpierasz moje ataki zwinnie.

Wiesz zawsze co zrani mnie najbardziej.

I bronisz się, kontratakujesz.

Szybko tracę grunt pod nogami,

tracę siły,

nie mam argumentów.

Kiedy kurz po bitwie opada,

szukam Twojego spojrzenia,

czekam na drobny gest.

Tak bardzo chcę Cię przeprosić.

Ale duma to moje przekleństwo.

Moje i Twoje.

I tak oto ciche dni przejmują kontrolę nad naszym życiem.

U nas po burzy nie ma tęczy,

nie ma słońca.

Udawać, że nic się nie stało jest prościej.

Z każdą taką kłótnią jestem dalej od Ciebie,

a Ty ode mnie.

*

 

pixabay

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.