pierwszy śnieg, uśmiech mój

Wiem, że dawno mnie nie było, wypaliłam się twórczo. Choć może lepiej określić to mianem przejściowej posuchy, zbieraniem doświadczeń i gromadzeniem pomysłów? Nie ma tutaj chyba chętnego na moje ciągłe wypociny wierszowe? Tego mogłabym tutaj wrzucać codziennie po kilka sztuk, ale nie tędy droga.

Wczoraj w Katowicach spadł pierwszy śnieg. Lichy bo lichy, ale był. Wywołał uśmiech, a to już coś. Nawet bałwan powstał na tę okoliczność, mikrus z niego, za guziki ma jednogroszówki, oczy, nos i usta z pąków azalii (sorry danka). Łapy z modrzewiowych gałązek…

Wróciłabym do czasów kiedy ten pierwszy śnieg cieszył mnie najbardziej. Do czasów dzieciństwa, dorastania. Nawet do rodzinnych świąt bym powróciła. Do babcinego karpia i do pierogów ukochanych. Do dziadka, który asystował dzielnie babci w kuchni. Do choinki bym powróciła i do bombek takich, których już w sklepach nie kupisz…Do kuzynostwa z którym rozmawiałam i żartowałam. Do dyskusji dorosłych o polityce i religii. Do wzajemnego odwiedzania się w Boże Narodzenie i drugiego dnia świąt. Cofnęłabym ten czas bo ta beztroska serca jest mi bardzo potrzebna, grunt pod nogami też i słowo kocham z gestem i czynem też mi jest potrzebne. Są dni kiedy wcale, a wcale nie podoba mi się ta dorosłość. Choć przecież też miewam piękne święta bo mam już swoją rodzinę…Ale oprócz rodziny mam też problemy dnia codziennego, bycie pod kreską, zawirowania, wątpliwości i obawy. I z tym bagażem siadam do wigilijnego stołu z uśmiechem i wiarą, że ciężar ten spadnie wraz z pojawieniem się na niebie pierwszej gwiazdki. Z roku na rok ciężar większy.

Pamiętam do dziś ostatnie wspólne święta u babci i dziadka. Każdy wiedział, że będą ostatnie i dlatego tak bardzo wzrusza mnie ten obraz do dnia dzisiejszego. Bo widzę przed oczami twarz człowieka, który odchodzi i choć uśmiecha się do mnie – jego oczy wyrażają rozpacz… Pamiętam przytulasy na wersalce, opowieści jak to było kiedyś i nadzieję, że to zapamiętam. Że wszystko sobie zakoduje w tej główce i będę wiedziała jak iść przez życie już bez takiej wspólnej rodzinnej bliskości. Trzymał to wszystko w swoich rękach, scalał naszą rodzinę i zostawił najpiękniejsze wspomnienia Bożego Narodzenia.

Ale dziś…

proszę o to, aby najpiękniejsze Boże Narodzenie było jeszcze przede mną, przed nami… razem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.