poigram z losem dziś wieczorem

Rozpoczyna się właśnie sezon sprzyjający oglądaniu filmów (tzw. starych odgrzewanych kotletów) z podtekstem świąteczno romantyczno komediowym. Filmów, w których kluczową rolę odgrywa przeznaczenie, choinka, śnieg i dwójka ludzi, zakochanych w sobie. To moje ulubione pozycje. Do zajechania je oglądam. Nawet w środku lata. Jestem wyjątkowo niereformowalna pod tym względem. Więc w tym roku nie będzie inaczej i oczywiście już dziś zacieram rączki bo po raz 15 (?!) w tym roku obejrzę Igraszki losu. Dla tych którzy nie znają – film o miłości dla wrażliwych bab i chopów. Wierzących w przeznaczenie. Z świetnie dobraną ścieżką dźwiękową. Trochę odreaguję.

Siedzę bowiem czwarty dzień pod rząd z dzieckiem w domu. Mama dziś jak do mnie dzwoniła zapytała na wstępie, czy jeszcze nie oszalałam? No co? Ona po prostu zna życie i zna mnie. Podczas ostatniego pobytu u niej przekonałam się , że czyta ze mnie jak z otwartej księgi. A ja jak zwykle jej naściemniałam. Brawo ona, brawo ja.

Nie oszalałam jeszcze. Jestem tylko rozczarowana sobą, że tak mało mam czasami zrozumienia. Bo dziecko to ja mam złote i bardzo ogarnięte, nawet kiedy jest przeziębione. Tylko, że ja…no wiadomo. Kryzys wieku średniego, niedoszły teściu mi to wykrakał. Dlatego posiłkować się będę Igraszkami losu i kubłem lodów o smaku orzechowym z lidla. Bezpiecznie i z głową.

Nie ma fajerwerków ludzie…no nie ma…Wie ktoś, gdzie to się kupuje? Może podpytam szwagierki, może młodzieży popytam. Nie ma spojrzeń w oczy. Każdemu powieki zamykają się z innych powodów. Zmęczenie i … za dużo książek. Nie ma zatrzymania się i skupienia przez pewien czas tylko na sobie. Każdy widzi to inaczej.

Oscyluję gdzieś na pograniczu wyrzutów sumienia i gonitwy myśli. Próbuję zrozumieć, próbuję analizować, proponuję drobne rozwiązania, metodę małych kroków. Potem uciekam w świat akceptacji i przyjemnych słów czując na przemian wyrzuty sumienia i satysfakcję, że jednak… Ale za chwilę muszę stanąć przed lustrem i spojrzeć na siebie z poczuciem jakiejś permanentnej porażki. Z poczuciem, że to są ciągle nieudane próby i że to już nie są żarty. Tylko wszystkie nadchodzące lata mojego życia.

 

 

 

 

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.