1361126909_by_PokazeCiPrawdeNicWiecej_600

A jednak! Jesteś tym co jesz…

Jeszcze do niedawna ładowałam w siebie tony niezdrowego i śmieciowego żarcia. Sądziłam, że mój organizm jest na tyle silny i młody, że z powodzeniem poradzi sobie z tymi frytkami na kolację…Tłusto, konkretnie, najlepiej jedzone w pośpiechu, wielkie kęsy, obżarstwo wieczorne…To tylko niektóre moje grzeszki. Skończyło się. Żołądek odmówił posłuszeństwa, zresztą cały układ pokarmowy zaczął nawalać. W rezultacie wylądowałam na przymusowej diecie, z garścią leków i bardzo powoli ustępującymi objawami. Generalnie cały czas odczuwam dyskomfort i muszę bardzo pilnować tego:

  • Co jem?
  • O jakich porach?
  • Ile?
  • I jeszcze jedno – muszę porządnie gryźć jedzenie.

Z tym miałam od zawsze problem…Odkąd pamiętam jadłam szybko, biorąc wielkie kęsy do buzi. Niestety albo i na szczęście (bo jak można się domyślać szło to w bardzo złym kierunku) dostałam nagle kopniaka od losu i muszę nauczyć się funkcjonować z dużą ilością ograniczeń. Nie jest to łatwe, zwłaszcza dla osoby, która uwielbia ostre przyprawy, ciężkie sosy, smażone jedzenie i generalnie samo złoooo…

Wiecie jak to jest, były Święta, potem Sylwester… Pojadło się i … popiło. W międzyczasie hektolitry kawy. Dobrze, że fajek nie palę bo to byłby chyba gwóźdź do trumny. Tydzień temu pojawiły się pierwsze dolegliwości: zgaga, piecznie, ból, odbijanie i totalnie zrypane samopoczucie. Nagle uświadomiłam sobie, że to z czego nie raz i nie dwa kpiłam (fit jedzenie i dietki) jest po prostu jedynym ratunkiem przed … wrzodami (w najlepszym wypadku)! Mam za swoje 😉 Zaczynam nowy rozdział w swoim życiu. Jadam mniej, a częściej, posiłki nie są obfite, zero alkoholu, ziółka, siemię lniane, więcej ruchu, mniej nerwów (cholernie ciężka sprawa). Totalna dyscyplina! Chodzę jak w zegarku. Powoli przyzwyczajam się do gotowanych i duszonych potraw, w moim menu pojawiły się kasze i lekkie warzywka, jogurty niskotłuszczowe, chude mleko, mięso drobiowe. Eliminuje produkty wysokoprzetworzone. Oczywiście wraz ze mną zdrowiej jedzą moje dwa Miśki. Na szczęście miałam na tyle rozumu, że dla Nich gotowałam zawsze zdrowiej. Tylko swój żołądek i ciało traktowałam jak śmietnik 🙁 Byłam po prostu głupia… Nazwijmy rzeczy po imieniu 😉

www.pixabay.com

 

Teraz hasło ,,Jesteś tym co jesz” dociera do mnie ze zdwojoną mocą. Trzymajcie za mnie kciuki, za moją silną wolę i poprawę kondycji 🙂 Mam nadzieję, że już niebawem odczuję pozytywne skutki stosowania zdrowszej diety i ogólnie – zdrowszego trybu życia.

 

1361126909_by_PokazeCiPrawdeNicWiecej_600

Dobre kremy za przystępną cenę.

Kto by przypuszczał, że w niemieckiej sieci sklepów Aldi będzie można znaleźć prawdziwe perełki pielęgnacyjne w postaci kremów do twarzy. Są to kremy przeciwzmarszczkowe, rewitalizujące, nawilżające, a nawet koloryzujące (coś w stylu kremów BB). Mowa o kremach BIOCURA Beauty, w opcjach na dzień i na noc. Ich pojemność to standardowe 50 ml, a koszt każdego kremu to: 9,99 zł ! 🙂

Za taką cenę jakość jest naprawdę świetna. Oto wszystkie kremy Biocura dostępne w polskich sklepach Aldi:

www.aldi.pl
www.aldi.pl

 

Muszę przyznać, że jestem zachwycona kremami serią Anti Aging ( krem zielony i niebieski). Odkąd bowiem pierwszy raz spróbowałam zielonego kremu przeciwzmarszczkowego na dzień totalnie się zauroczyłam. Świetnie się wchłaniał i ładnie pielęgnował moją buzię, od razu stał się ulubieńcem w codziennej porannej pielęgnacji. Szybko dokupiłam również wersję na noc, ma ona nieco bogatszą konsystencję niż krem na dzień, ale nie zapycha porów i równie dobrze się wchłania. Głównymi składnikami kremów Biocura Anti Aging na dzień (zielony) są: kompleks peptydowy, LSF 6 i kwas hialuronowy. Natomiast Biocura Anti Aging na noc (niebieski) zawiera w swoim składzie: kompleks retinolu i lipidy z awokado. Kremy te są przeznaczone dla kobiet między 30 a 45 rokiem życia, takie zalecenia wiekowe widnieją na opakowaniu….ale ja osobiście kompletnie nie sugerowałabym się tymi zaleceniami 😉 Uważam, że z powodzeniem można używać tych kremów w każdym wieku  🙂 Zwłaszcza, że delikatna pielęgnacja przeciwstarzeniowa jeszcze żadnej młodej kobiecie nie zaszkodziła 🙂

Drugą parą kremów na dzień i na noc są: Biocura Revital Calcium do cery dojrzałej. Jak sama nazwa wskazuje mają one za zadanie poprawić witalność naszej skóry, jak również jej elastyczność. W swoim składzie mają: wapń, koenzym Q10, LSF 6, witaminę E, pielęgnacyjne olejki i pantenol. Kremy te zalecane są dla kobiet po 45 roku życia. Moja mama jest nimi zachwycona i regularnie zaopatruje się będąc u mnie w te kremiki, ponieważ na Podkarpaciu nie ma jeszcze sklepów Aldi 🙁

Ostatnio będąc w Aldiku wpadł mi w oko świeżak 😉 czyli Biocura Beauty krem koloryzująco nawilżający, doskonały przede wszystkim dla młodej skóry. Nadaje skórze naturalny odcień, wygładza nierówności, przy tym nawilża i nadaje skórze zdrowego wyglądu. Wzięłam go na spróbowanie ponieważ ostatnio z rana jestem wręcz trupioblada i chciałam nadać sobie troszkę kolorku. A jak wiadomo jestem nogą makijażową i nie mam żadnych fluidów i pudrów na stanie 😉 Przede wszystkim zapach – dla mnie bomba! Pozostałe pachną równie ładnie, nie nachalnie, nie czuć wściekłych perfum 😉 Delikatna konsystencja, dobrze się rozprowadza i zakrywa co nieco (małe zaskórniki, zaczerwienienia). Ma przy tym w swoim składzie: kwas hialuronowy, witaminę E, olej abisyński i SPF 6. Czyli na bogato 🙂

fotografia własna
fotografia własna

 

Dużą zaletą tych kosmetyków, poza oczywiście ceną i działaniem jest także wydajność. Starczają na naprawdę długo. Są również tańszą alternatywą dla drogich kremów i wcale nie ustępują im jakością. Warto dodać, że kremy tej marki wygrywały już w testach konsumenckich z najlepszymi zagranicznymi markami. Jeśli więc macie w swojej okolicy sklep Aldi polecam kupno kremiku, który najbardziej podpasuje Waszej cerze. Warto 🙂

 

Wpis nie jest sponsorowany.

1361126909_by_PokazeCiPrawdeNicWiecej_600

Lek dla kobiet, który powinien być dostępny bez recepty, ale niestety nie jest.

Czasami zastanawiam się jak to możliwe, że są jeszcze takie leki, które powinny być powszechnie dostępne BEZ RECEPTY a nie są! Oczywiście nie mam na myśli jakiś silnych opioidów lub leków psychotropowych, ale preparat, który spora część kobiet musi mieć pod ręką. Mowa o przeciwgrzybiczych globulkach dopochwowych. Niestety coraz częściej zdarzają się kobietom grzybicze infekcje intymne. Problem dotyka już 75% kobiet, czyli wcale nie mało, a apteczne i reklamowane środki dostępne bez recepty nie są w stanie wyleczyć rozwiniętej już infekcji bo są one przede wszystkim preparatem profilaktycznym. Kobiety, u których infekcja pojawia się pierwszy raz nie są w stanie wyłapać momentu w którym można jeszcze poratować się profilaktyką. Dlatego zwykle dochodzi do tego, że grzybica pochwy jest już bardzo rozwinięta i dokuczliwa, a po globulki, które pomogą trzeba pofatygować się do ginekologa. Nie twierdzę broń Boże, że ginekolog to samo zło, wręcz przeciwnie, jestem zwolenniczką regularnego badania cytologicznego. Niemniej jednak zdecydowanie prościej byłoby gdyby preparaty, które realnie pomagają były powszechnie dostępne bez recepty. Czy ktoś potrafi mi racjonalnie wytłumaczyć dlaczego tak nie jest ? 🙂

Źródło: www.pharmacyplace.com

 

Grzybica pochwy to bardzo upierdliwa dolegliwość, która objawia się swędzeniem i pieczeniem w miejscach intymnych, towarzyszą temu upławy białawo żółte występujące w postaci grudek. Siedzenie i chodzenie sprawiają dyskomfort, czasami chwilową ulgę przynosi podmywanie płynami do higieny intymnej. Niestety nie leczona infekcja nie minie sama. Chorobę wywołują drożdżaki Candida. Bardzo często grzybica pochwy pojawia się po kuracji antybiotykowej bądź hormonalnej. W teorii nie wygląda to być może aż tak przerażająco, ale w praktyce jest to jedna z dolegliwości, które potrafią wielce uprzykrzyć życie. Przerabiałam nie raz i nie dwa. Nie ma się czego wstydzić 😉 Podobno to przypadłość kobiet nadmiernie dbających o higienę narządów płciowych. Niektóre z nas sądzą, że jest wręcz przeciwnie, że jesteśmy za mało higieniczne i dlatego dopada nas grzybica. Pudło. Zbyt częste podmywanie i aplikowanie różnych zapachowych i agresywnych kosmetyków może zaburzyć florę bakteryjną w pochwie. Wszystko z głową, nie popadajmy w skrajności typu podmywanie raz w tygodniu lub szorowanie i perfumowanie się kilka razy dziennie 😉

Kiedy już dochodzi do nas, że najprawdopodobniej złapałyśmy infekcję grzybiczą warto byłoby móc zadziałać od razu i poddać się kuracji globulkami. Wbijacie do apteki, chcecie kupić coś skutecznego, a tam Pani farmaceutka pyta Was o receptę. Jeśli recepty nie macie, ona z uśmiechem oznajmia, że ma dla Was półśrodki, głośno reklamowane w tv, nie tanie oczywiście, ale leku, który pomógłby Wam od razu nie może sprzedać.


Recepta.


Czuję wewnętrzny bunt, żyjemy w XXI wieku, a lek, który powinnam dostać w aptece od ręki mogę otrzymać dopiero wtedy kiedy lekarz wypisze mi receptę…Super. A co jeśli Twój ginekolog jest na urlopie albo na wizytę możesz się dostać dopiero za tydzień?! Ano nic, musisz czekać, chyba, że masz znajomego lekarza w rodzinie, który bez problemu wypisze Ci odpowiednią receptę. Paranoja. Cóż jest niebezpiecznego w globulce przeciwgrzybiczej? Działającej miejscowo! 😉 Dla porównania – bez recepty są dostępne i nagminnie reklamowane tzw.: środki przeciwgrypowe, które zawierają pochodne efedryny – substancji zaburzającej sprawność psychofizyczną kierowców! Przyjmowane takich leków może stwarzać poważne zagrożenie zarówno dla zażywającego, jak i innych ludzi.

Clotrimazolum, Nystatyna, Pimafucin, oto jedne z kilku skutecznych i szybkich w działaniu preparatów na intymne infekcje grzybicze dostępnych na rynku farmaceutycznym. Bez recepty ich niestety nie kupisz…

1361126909_by_PokazeCiPrawdeNicWiecej_600

Olejki pod lupą

Postanowiłam dziś przyjrzeć się bliżej ,,kolekcji” [3 sztuki, ładna mi kolekcja] olejkom, które spoglądają na mnie z półki i proszą o częstsze użycie. Oj, pokryły się kurzem buteleczki i to bardzo…Muszę z ręką na sercu przyznać się, że po prostu o nich zapomniałam. To błąd, bo jeszcze kilka miesięcy temu podczas gorszego samopoczucia wspomagaliśmy się nimi bardzo często. Z olejkami trzeba ostrożnie, zwłaszcza w przypadku naszych brzdąców. Jedna kropla za dużo i podrażnienie skóry i układu oddechowego gotowe. Stosowane jednak w rozsądnych (zalecanych) ilościach mogą zdziałać dużo dobrego dla naszego organizmu.

Pierwszym olejkiem z jakim miałam styczność [pomijając oczywiści olejki do ciast 😀 ] był olejek miętowy. Aktualnie mam chyba 3 buteleczkę tego specyfiku. To hit w walce z migreną. 2-3 krople rozsmarowane na czole [uwaga na oczy!] przynosi wielką ulgę przy nawet najbardziej upierdliwym bólu naszej czaszki. Na pewno dostaniecie go bez problemu w aptece, choć ja swój kupiłam w … markecie Aldi. Raczej nie aplikowałabym tego olejku dzieciom. Zresztą na opakowaniu jest napisane, że dzieciom poniżej 3 roku życia w żadnym wypadku nie należy go podawać bo może spowodować skurcz krtani i poważne problemy z oddychaniem. U dorosłych uczulonych na mentol mogą wystąpić reakcje alergiczne w tym duszności. Przekonałam się o tym jeden jedyny raz kiedy to diabeł podkusił mnie zrobić sobie kąpiel z dodatkiem właśnie olejku miętowego… No i zrobiłam sobie kąpiel, która trwała 3 minuty…Tyle wytrzymałam w wodzie i ogólnie w łazience. Musiałam stamtąd spierdzielać bo tak mnie podduszało, że nie mogłam złapać tchu. Nie wspomnę o totalnym uczuciu wychłodzenia skóry, mrowieniu i szczypaniu. Odjęło mi rozum, innego wytłumaczenia nie ma 😀 Dobrze, że tylko tak to się skończyło i nie wylądowałam na OIOMie. Od tego czasu wnikliwie studiowałam etykiety tego typu preparatów 😉 Doczytałam więc sobie na ,,miętusku”, że owszem można go używać na skórę, ale najlepiej rozmieszać go z olejem roślinnym i wtedy będzie idealny np. do masażu. Co ciekawe producent przekonuje nas, że jeśli zmieszamy 3 krople tegoż olejku ze 100 ml wody,uzyskamy odświeżający płyn do płukania jamy ustnej. Ja po tych moich przygodach z kąpielą podziękuję za odświeżanie sobie jamy ustnej 😉

Skład produktu Mildeen med. Olejek miętowy:

  • olejek z mięty polnej, który posiada właściwości łagodzące i antyseptyczne
  • limonen – składnik kompozycji zapachowej mogący podrażniać skórę i oczy
  • alkohol benzylowy – konserwant, który może mieć działanie podrażniające, zwłaszcza dla alergików
  • cytronelol – alkohol, który pełni funkcje zapachowe (podobno przypomina zapachem różę i geranium). Może uczulać.
  • eugenol – również pełni funkcje zapachowe, przy okazji ma działanie antyseptyczne i imituje zapach goździków. Potencjalny alergen.
  • geraniol -silny przeciwutleniacz o bardzo przyjemnym zapachu.
  • linalool – składnik kompozycji zapachowych, imituje zapach konwalii, wywołuje alergię.

Składzik nie powala, zwłaszcza te alergeny. Jednak wujek gogle podpowiedział mi, że da się kupić olejek miętowy nie naszpikowany tak mocno tymi substancjami zapachowymi i alergicznymi jednocześnie.

Drugim przyjemniaczkiem, którego biorę dziś pod lupę jest kuzyn miętuska, czyli olejek herbaciany. Również nabyty w markecie Aldi. Ten gagatek doskonale sprawdzał mi się w … płukaniu zatok.

Więcej o moich przebojach z zatokami znajdziecie tutaj -> http://zyciebezmejkapu.pl/index.php/2017/07/13/zapalenie-zatok-dolegliwosc-uprzykrzajaca-zycie/

Niestety i z tym olejkiem zdarzyło mi się przesadzić bo oczywiście lałam go na oko, a jak wiadomo na oko to chłop w szpitalu umarł…W rezultacie stężenie preparatu było zbyt wysokie i w pierwszych minutach płukania, kiedy płyn dostał się do zatok myślałam, że wypali mi mózg 😀 Potem, dodawałam już tylko jedną kropelkę i było ok. Olejek herbaciany ma działanie przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze i przeciwwirusowe. Producent zaleca stosowanie go nie tylko do masażu, ale także jako środek poprawiający kondycję włosów i skóry głowy (20 kropli wymieszać ze 100 ml wody). Podobnie jak jego poprzednik w większym  stężeniu może wywoływać reakcje alergiczne i nie zaleca się stosować go u niemowląt i małych dzieci. Bardzo dobrze sprawdzał się u mnie w przypadku kiedy pojawiła się na moich ustach niemiła niespodzianka w postaci opryszczki. Olejek dzięki działaniu przeciwwirusowemu ładnie zasuszał ranę i dzięki temu szybciej się ona goiła.

Skład produktu Mildeen med. Olejek herbaciany:

  • olejek z liści drzewa herbacianego, posiadającego działanie przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze i przeciwwirusowe
  • d-limonen, składnik kompozycji zapachowej, mogący podrażniać skórę i oczy
  • eugenol,również pełni funkcje zapachowe, przy okazji ma działanie antyseptyczne i imituje zapach goździków. Potencjalny alergen.
  • geraniol -silny przeciwutleniacz o bardzo przyjemnym zapachu.
  • linalool – składnik kompozycji zapachowych, imituje zapach konwalii, wywołuje alergię.

O ile tych dwóch olejków nigdy nie aplikowałam i nie zamierzam na razie aplikować mojej córce, tak w przypadku trójeczki, czyli Olbas oil sprawa ma się inaczej 😉 Niecały rok temu, kiedy Małą męczyły wieczne katary i kaszle farmaceutka w aptece zaproponowała nam kupno tego preparatu, który podobno zbiera świetne recenzje. Olbas oil to płyn do sporządzania inhalacji parowej w czasie kataru i zapalenia zatok przynosowych. Wdychane olejki mają za zadanie upłynnić wydzielinę i zmniejszyć obrzęk błony śluzowej nosa, tym samym ułatwiając oddychanie. I to się dokładnie pokrywa z moją opinią na temat tegoż produktu. Inhalacja parowa na tyle spodobała się mojej córce, że sama zaczęła się o nią dopominać kiedy nawiedzał ją katar 😉 Trzeba jednak pamiętać aby obchodzić się z tym olejkiem ostrożnie bo tak jak poprzednicy może powodować objawy niepożądane w tym napady duszności i silne podrażnienia skóry. Plusem jest to, że nie brudzi ubrań i nie zostawia tłustych plam, a jego skład jest bardzo przyjemny dla oka, w porównaniu do wyżej przeze mnie opisanych.

Skład produktu Olbas oil. Płyn do sporządzania inhalacji parowej:

  • olejek kajeputowy,  doskonały środek odkażający, anty pasożytniczy, przeciwbólowy, przeciwświądowy i przeciwgrzybiczy
  • olejek goździkowy, działa wykrztuśnie i oczyszcza z nadmiaru śluzu
  • olejek eukaliptusowy, skutecznie przeczyszcza kanały nosowe, ułatwiając oczyszczanie nosa
  • olejek jałowcowy, łagodzi infekcje dróg oddechowych
  • olejek miętowy, działa antyseptycznie
  • salicylan metylu, stosowany miejscowo na nieuszkodzoną skórę jako lek przeciwbólowy, przeciwzapalny i rozgrzewający
  • mentol, niweluje podrażnienia błon śluzowych i działa znieczulająco

 

A Wy macie jakieś ulubione i sprawdzone olejki, które możecie polecić? 🙂

1361126909_by_PokazeCiPrawdeNicWiecej_600

IBUPROM kontra PARACETAMOL, co lepsze na zbicie gorączki u dziecka?

Syropy i czopki przeciwgorączkowe dla dzieci to niezbędnik każdej domowej apteczki. Mają one działanie nie tylko przeciwgorączkowe, ale także przeciwbólowe, a niektóre nawet przeciwzapalne. Na rynku farmaceutycznym jest spory wybór syropów dla dzieci, czym więc kierować się przy kupnie tego odpowiedniego, który okaże się strzałem w dziesiątkę?

Zacznijmy od tego, że składnikiem aktywnym każdego z tych syropów jest :

  • IBUPROFEN lub
  • PARACETAMOL

Pierwszy z tych składników, czyli ibuprofen, jest klasyfikowany jako niesteroidowy lek przeciwzapalny o działaniu przeciwzapalnym, przeciwbólowym i przeciwgorączkowym. Cechuje go duża szybkość działania. Niestety może on podrażniać i uszkadzać śluzówkę żołądka, a także nerki. Należy ostrożnie stosować go w przypadku kiedy nasze dziecko ma bóle brzuszka i wymiotuje, gdyż jest gastrotoksyczny.  Ze względu na działanie przeciwzapalne jest nawet trzykrotnie silniejszy od paracetamolu. Najpopularniejsze preparaty dla dzieci zawierające ibuprofen to: Nurofen, Ibum, Ibufen.

 

Działanie paracetamolu (organicznego związku chemicznego) opiera się na zbijaniu gorączki i łagodzeniu dolegliwości bólowych. Nie ma on z kolei działania przeciwzapalnego, a tym samym nie wpływa na proces krzepnięcia krwi. Jest uznawany za lek bezpieczniejszy od ibuprofenu, nie niszczy on bowiem błony śluzowej żołądka. Jest jednak ryzyko stosowania go równolegle z lekami przeciwwirusowymi ponieważ może wchodzić z nimi w interakcje. Wśród aptecznych syropów posiadających w składzie paracetamol, można wyróżnić: Apap, Calpol, Panadol.

W razie choroby w której przebiegu występuje gorączka i ból pediatrzy zalecają naprzemienne stosowanie leków zawierających paracetamol i ibuprofen. Chodzi głównie o to żeby zapobiec wystąpieniu niepożądanych objawów związanych z możliwością przedawkowania w przypadku monoterapii, czyli podawaniu np. tylko leku z ibuprofenem. Udowodniono, że taka terapia łączona daje lepszy efekt przeciwgorączkowy, jest mniej stresująca dla dziecka bo otrzymuje ono mniejszą liczbę dawek leku i tym samym jest mniej toksyczna.

Jak wygląda taka naprzemienna kuracja przeciwgorączkowa?

Godzina 18:00 – dawka leku zawierającego paracetamol odpowiadająca masie ciała naszego dziecka.

Po 4 godzinach…

Godzina 22:00 – dawka leku zawierająca ibuprofen,  również przeliczona na masę ciała.

Po 4 godzinach…

Godzina 2:00 – lek z paracetamolem.

W międzyczasie oczywiście należy obserwować dziecko. Bardzo ważne jest aby w przypadku dawkowania leku nie sugerować się tylko wiekiem dziecka, ale przede wszystkim jego masą ciała! Wielu rodziców zamiast podawać lek w ilości odpowiedniej do wagi swoich pociech koncentruje się tylko na wieku dzieci i dawkach do niego przypisanych. W rezultacie dziecko otrzymuje za małą lub za dużą ilość leku.

Taki schemat działania wdrażałam w życie kiedy moja córka miała wirusówki objawiające się tylko i wyłącznie wysoką temperaturą, rzędu 39-40 stopni i utrzymującą się 2-4 dni. Sprawdzał się on u nas zdecydowanie lepiej niż podawanie tylko i wyłącznie leku np.: z ibuprofenem. Niestety o ile syropy typu: Nurofen i Ibum są dostępne w różnych wariantach samkowych i względnie smakują mojemu dziecku, tak w przypadku preparatów z paracetamolem tego gorzkawego posmaku nie da się przebić żadnym dodatkiem smakowym i córka wybitnie go nie znosi. Choć w mojej opinii paracetamol zdecydowanie lepiej radzi sobie z bólem. Nie ma on jednak działania przeciwzapalnego więc nie ma sensu podawać go w przypadku tworzącego się w organizmie stanu zapalnego spowodowanego np. przeziębieniem lub grypą.

Na rynku farmaceutycznym istnieje również preparat złożony, który zwiera w swoim składzie obie substancje, czyli ibuprofen i paracetamol razem w jednej buteleczce 😉 Jego nazwa to Kidofen Duo. Nasza Pani pediatra wypisała nam dwukrotnie receptę na ten syrop i muszę powiedzieć, że sprawdził się u naszej córki świetnie. Przede wszystkim ze względu na mniejszą częstotliwość dawkowania i szybkość działania. Minus – dostępny tylko na receptę. Dawkowanie tego syropu u dzieci wygląda w następujący sposób:

Dzieci:
2 do 5 lat (10 – 20 kg) 5 ml zawiesiny 3 do 4 razy na dobę
6 do 12 lat (21 – 40 kg) 5 ml do 10 ml zawiesiny 3 do 4 razy na dobę

 

Zdjęcia pochodzą ze strony: www.doz.pl

 

1361126909_by_PokazeCiPrawdeNicWiecej_600

Zmora kobiet – zapalenie pęcherza moczowego.

Ból, pieczenie i kłucie. Nieprzyjemne parcie na mocz i częste bieganie do toalety. W ostrzejszych stanach gorączka i ból mięśni. Diagnoza: zapalenie pęcherza moczowego. Jedna z najbardziej dokuczliwych dolegliwości jakiej najczęściej doświadczają kobiety. Infekcję wywołują głównie bakterie (Escherichia coli), choć zdarza się, że chorobę mogą wywołać wirusy i grzyby.

Do najczęstszych objawów tej choroby możemy zaliczyć:

  1. Bóle brzucha (skurcze) w dolnych jego partiach.
  2. Nieprzyjemne i bolesne parcie na mocz.
  3. Częste oddawanie moczu i pieczenie w trakcie jego oddawania.
  4. Stan podgorączkowy lub gorączka.
  5. Bóle mięśni i ogólne złe samopoczucie.
www.medicalnewstoday.com

 

Znam temat z autopsji. Pierwsze trzy z wyżej wymienionych objawów miałam za każdym razem podczas infekcji pęcherza moczowego. Niestety ta przykra dolegliwość dopadła mnie już w wieku dziecięcym. Nie pamiętam ile Furaginy zeżarłam, ile wód Jana wypiłam, ale na pewno było tego sporo. Na szczęście doczekałam czasów, kiedy Furagina jest dostępna bez recepty i nie muszę już za każdym razem w razie pierwszych objawów zgłaszać się do lekarza po receptę. Po latach względnego spokoju, w okresie jesienno-zimowym, głównie po tym jak przemarzną mi nogi, potrafię już rozpoznać kiedy coś się zaczyna kroić.

I tak oto, zawsze mam w swojej apteczce zestaw pierwszej pomocy, w przypadku zapalenia pęcherza:

  1. Uro Furaginum/ Fruraginum/ NeoFuragina – zwał jak zwał. Ważne, że w owych tabletkach jest składnik zwany: furazydyną, który działa na bakterie odpowiadające za infekcje dolnych dróg moczowych. W końcu jest dostępny bez recepty i swobodnie można się w niego zaopatrzyć. Kuracja uderzeniowa to: 2 tabletki – 3 razy dziennie. Charakterystycznie barwi mocz na intensywny żółty kolor. Numer 1 w walce z zapaleniem pęcherza.
  2. Fitolizyna lub Debelizyna. Te obrzydliwe w smaku pasty to zmora mojego dzieciństwa…Pamiętam jak wykrzywiała mi się buzia podczas picia mikstury (woda + łyżka tychże past). Fitolizyna jest pastą ziołową, wzbogaconą olejkiem miętowym i sosnowym – stąd ma taki piekąco- orzeźwiający posmak. Niekoniecznie miły dla dziecięcego podniebienia. Debelizyna ma swoim składzie płynny wyciąg z fasoli indyjskiej i substancje pomocnicze, które nadają paście jeszcze ohydniejszego smaku niż poprzedniczce. Obie te pasty są jednak piekielnie skuteczne. Warto wspomagać się nimi zaraz na początku objawów lub w trakcie infekcji, stosując je razem z Furaginą.
  3. Mineralna Woda Jana z Krynicy Zdroju. Posiada szereg właściwości leczniczych. Doskonała na schorzenia układu moczowego i krwionośnego. Mając działanie moczopędne przyspiesza wypłukiwanie się bakterii z układu moczowego. Dobrze smakuje i można ją spokojnie dostać w większych supermarketach. Oczywiście równie dobrze można pić zwykłą wodę mineralną 😉
  4. Wygrzewanie / gorące kąpiele / termofor. Łatwiej znieść nieprzyjemny ból, kiedy zapewnimy sobie wygrzewanie podbrzusza i najlepiej od razu stóp. Warto naszykować sobie ciepłą kąpiel, postawić na wannie wodę (najlepiej Jana 😉 – nie to nie jest reklama) i wlewać w siebie spore jej ilości. Szybciej wydalicie z siebie sprawców infekcji 😉

Doskonałym środkiem zapobiegawczym jest suplementacja preparatami z żurawiną, bądź picie soków żurawinowych. Żurawina posiada właściwości antybakteryjne, a jej tajemniczy składnik proantocyjanidyna – przyczepiając się do bakterii wywołujących infekcję uniemożliwia im zagnieżdżenie się w komórkach pęcherza.

W przypadku nawracającego zapalenia pęcherza moczowego, warto oprócz zwykłego badania moczu wykonać jego posiew. Jest to badanie bakteriologiczne, które ma na celu zidentyfikowanie bakterii, które wywołały infekcję i sporządzenie antybiogramu po to aby móc wdrożyć leczenie, które pozwoli na wyeliminowanie patogenów.

Podsumowując, nie dla mnie bieganie na boso po zimnych kaflach, chodzenie w króciutkiej kurteczce i nerkami ,,na wierzchu” oraz śmiganie w lekkich bucikach chłodniejszą porą. Nie mam jednak czego żałować. Codziennie bowiem widuję wyziębionych nastolatków podążających ślepo za modą, z podwiniętymi spodniami, gołymi kostkami, letnimi adikami i krótkimi kurteczkami. Ta moda zdaje się zejdzie na dalszy plan, kiedy owi nastolatkowie złapią wilka w tyłek 😀

1361126909_by_PokazeCiPrawdeNicWiecej_600

Perełki w pielęgnacji twarzy i włosów

Trójka z przodu towarzyszy mi od dwóch lat. Powinnam w związku z przekroczeniem tej magicznej cyferki jakoś bardziej przywiązywać wagę do pielęgnacji przeciwzmarszczkowej i ujędrniającej. W praktyce wygląda to tak, że coraz mniej kosmetyków zdobi moje łazienkowe półki. Kilka lat temu nie do pomyślenia było dla mnie używanie do mycia ciała mydła w kostce, podobnie jak z używaniem tegoż samego kremu na dzień jak i na noc…Cóż…Odkąd zostałam matką trochę mi się pozmieniało. I wcale nie jest mi z tym źle. Taka totalna minimalizacja kosmetyków nie tylko nie zaszkodziła mojemu ciału, ale również pozwoliła mi mocno zaoszczędzić 😉 Są jednak produkty, które posiadać muszę, np. krem do twarzy i szampon do włosów 😀 Mam cerę raczej bezproblemową, choć raz na jakiś czas lubi pojawić się na niej nieprzyjaciel. Z kolei po lecie, moje włosy wymagają nieco więcej czasu niż tylko mycie na szybko i zaaplikowanie jedwabiu żeby je wyczesać. I tak oto należało rozglądnąć się za jakimiś specyfikami, które pomogą doprowadzić je do ładu i składu.

W ubiegłą sobotę byliśmy na zakupach w sklepie Aldi. W jednym z koszy zawierających produkty wyprzedażowe natrafiłam na zestaw trzech produktów do włosów Radical – seria wzmacniająca do włosów osłabionych, zniszczonych i wypadających. Te dwa pierwsze problemy dotyczą właśnie moich włosów, z wypadaniem nie jest źle, bynajmniej na razie…W zestawie (który notabene był przeceniony na 12 zł!) znajdowały się: szampon (330 ml), serum (30 ml) i mgiełka (200 ml). Produkty zawierają w swoim składzie ekstrakt ze skrzypu polnego, wyciąg z zielonej herbaty, prowitaminę B5 i inulinę z cykorii. Mgiełkę można stosować na suche lub wilgotne włosy, natomiast serum na włosy wilgotne. Obydwa te produkty nie obciążają włosów, dodają natomiast blasku i sprawiają, że włosy wydają się grubsze i gęściejsze. Szampon z kolei doskonale oczyszcza włosy i skórę głowy. Ma przejrzystą konsystencję i nie obciąża włosów. Uważam, że jest to naprawdę niezłe trio, nie tylko oczyszcza, ale też pielęgnuje nie zostawiając włosów w stanie ,,suchego siana”. Za taką cenę (4 zł za każdy produkt!) jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem. Pamiętam też, że w czasach studenckich miałam problem z nadmiernym wypadaniem włosów i wówczas w aptece zakupiłam ampułki Radical do wcierania w skórę włosów, które znacznie zminimalizowały ich wypadanie. Po latach powracam do produktów Faromona Radical i jestem ponownie bardzo zadowolona z ich działania.

Drugą perełeczką pielęgnacyjną jest tzw. Elixir Jeunesse Yves Rocher Night (serum). Egzotyczna nazwa 😀 z której niewiele zrozumiałam, ale wujek google mnie oświecił. Otóż całkiem niedawno firma Yves Rocher wypuściła na rynek nową linię produktów do pielęgnacji, które w swoim składzie zawierają skoncentrowany wyciąg z rośliny o nazwie Aphloi, która posiada zdolność pochłaniania zanieczyszczeń środowiska. Generalnie skład tego serum jest oparty na 94% składników pochodzenia roślinnego. Po zastosowaniu tegoż eliksiru/ serum nasza buzia ma być pełna blasku, wypoczęta i chroniona przed zanieczyszczeniami powietrza, np. smogiem. Niestety jestem w posiadaniu zaledwie próbki tego kosmetyku (7 ml), do którego podchodziłam zresztą bez większej wiary w jego skuteczność. Po jednej aplikacji byłam bardzo zaskoczona. To jest kosmetyk z tzw. wyższej półki i jego działanie naprawdę jest widoczne. Twarz ma jednolitą strukturę, widać wypoczętą zdrową skórę. Produkt ma konsystencję serum i nie zapycha porów, będzie według mnie idealny do skóry z problemami trądzikowymi. Jedno wielkie WOW. Myślę, że to jeden z tych produktów w który warto zainwestować, choć cena przyprawia mnie trochę o ból głowy, kto wie, może jednak się skuszę bo efekty są niesamowite.

Wpis nie jest sponsorowany. Fotografie własne.

1361126909_by_PokazeCiPrawdeNicWiecej_600

Opryszczka wargowa / zimno w natarciu

Co kilka miesięcy konsekwentnie powraca i doprowadza mnie do maksymalnej złości bo zawsze jest ogromna. Na górnej wardze albo na dolnej, czasami także w nosie….Bolesna, zaraźliwa, niechciana i długo gojąca się. Opryszczka wargowa zwana także zimnem.

Szacuje się, że ponad 80 procent populacji ludzkiej jest nosicielem wirusa HSV1 czyli złoczyńcy wywołującego opryszczkę. Atakuje on jednak wtedy kiedy nasz organizm jest w słabszej formie. Oto kilka czynników sprzyjających rozwinięciu się opryszczki:

  • przewlekły stres,
  • u kobiet: menstruacja,
  • zbyt długa ekspozycja na słońce,
  • zabiegi dentystyczne,
  • gorączka,
  • przemęczenie organizmu,
  • zatarcie warg brudnymi rękoma

W początkowym etapie jej rozwoju czujemy delikatne swędzenie i możemy zaobserwować lekkie zaczerwienienie miejsca w którym potencjalnie pojawi się opryszczka. Najlepiej jest reagować już wtedy bo wtedy istnieje szansa, że dziadostwo nie przybierze olbrzymich rozmiarów. Jeżeli jednak przegapimy ten moment, w ciągu kilku godzin lub przez noc pojawi nam się pęcherz lub pęcherzyki wypełnione płynem surowiczym. Jest to bardzo nieprzyjemne uczucie, czujemy jakby warga nabierała i puchła. Po kilku dniach pęcherz pęka i rana zaczyna zasychać. Jest to moment w którym można bardzo łatwo kogoś zarazić opryszczką, dlatego lepiej unikać na ten czas picia z jednego kubka i obcałowywania ukochanego 😉 Zaschnięty strup bardzo łatwo można naruszyć i rozkrwawić, lepiej też nie zdzierać go przedwcześnie i pozwolić zagoić się ranie. Zwykle po 1,5 tygodnia nie ma śladu po opryszczce. Ten czas można jednak skrócić albo chociażby zminimalizować wielkość opryszczki stosując kilka sprawdzonych sposobów. Oto kilka z nich:

  • Smarowanie opryszczki kremem typu Hascovir, Vratizolin, Zovirax, których substancje czynne hamują namnażanie się wirusów.
  • Plastry typu Compeed, które oprócz działania leczniczego mają poniekąd działanie maskujące opryszczkę.
  • Doustne tabletki lub syropy wzmacniające odporność i działające przeciwwirusowo typu: Neosine, Groprinosin.
  • Aplikowanie na opryszczkę rozgniecionej i rozpuszczonej lekko w wodzie tabletki typu Polopiryna.
  • Przykładanie do rany kawałka cebuli lub czosnku, które mają silne działanie antyseptyczne.
  • Stosowanie maści cynkowej, która bardzo dobrze zasusza opryszczkę.
  • Przyspieszający gojenie zimna, działający przeciwwirusowo silny olejek herbaciany, którego najlepiej zaaplikować na opryszczkę na noc.

Niestety żaden z powyższych preparatów nie przegoni z naszego organizmu wirusa opryszczki na amen. Co kilka miesięcy, u szczęśliwców – co kilka lat, będzie ona powracała i irytowała nas tak samo mocno. Oprócz tego, że jest bardzo nieprzyjemna, bolesna i rzuca się w oczy może być niebezpieczna dla niemowląt i małych dzieci, u których zakażenie opryszczką może skończyć się groźnymi dla życia powikłaniami. Maluchy nie mają bowiem jeszcze dobrze rozwiniętego układu odpornościowego i wirus HSV1 może powodować u nich nawet opryszczkowe zapalenie mózgu.  Dlatego niezwykle ważne jest przestrzegane w tym czasie zasad higieny.

 

Zdjęcie: www.euractiv.com

 

 

1361126909_by_PokazeCiPrawdeNicWiecej_600

Nasze sposoby na przeziębienie

Sezon na przeziębienia uważam za otwarty. Drugi tydzień przedszkola, a moja córka już jest zakatarzona i kaszle. Nie napawa mnie to optymizmem  bo od przeziębienia do zapalenia oskrzeli jeden krok, ale spróbujemy nie dać się czającemu się choróbsku 🙂

Zacznijmy od tego, że nie jestem zwolenniczką latania po lekarzach z byle pierdołą, ale jeśli oprócz kataru i kaszlu pojawia się stan podgorączkowy, a później temperatura wolę podjechać z dzieckiem do pediatry. Są choroby, które przebiegają bez jakiś drastycznych objawów, a okazują się bardzo poważne, np. bezobjawowe zapalenie płuc. Dlatego, jeśli dziecko męczy uporczywy kaszel, który po różnorakich syropkach nie mija, dobrze byłoby przestać „leczyć” dziecko na własną rękę i w końcu skorzystać z porady lekarskiej.

Moja pięciolatka jak każdy przedszkolak łapie różne infekcje, bywają tygodnie świetnego samopoczucia, przeplatane mega ciężką jelitówką albo zapaleniem oskrzeli. O ile jeszcze zapalenie oskrzeli leczy skutecznie antybiotyk, tak w przypadku grypy jelitowej musi przejść samo, po kilku naprawdę ciężkich godzinach, dniach… Istny hardcore, a pomiędzy zdarzają się jeszcze przeziębienia. Katar, chrypa, sporadyczny kaszel, podwyższona temperatura…Niby nic, ale jednak coś się zaczyna dziać, nie wiadomo co podawać, czy już jechać do pediatry, czy poczekać jeszcze jeden dzień, może przejdzie…

U nas w takich sytuacjach dobrze sprawdzają się:

Nebulizacje solą fizjologiczną, które nawilżają drogi oddechowe i pomagają lepiej oczyścić z wydzieliny zatkany nosek. Odkąd zakupiliśmy inhalator kompresorowy microlife i nasza córa zaczęła z niego korzystać, przeziębienia i choroby przechodzi łagodniej i szybciej. Leki podawane wziewnie szybciej docierają tam gdzie mają dotrzeć i nie obciążają układu pokarmowego (syropy). Inhalator można dostać od ręki lub na zamówienie w każdej aptece, nasz kosztował ok 150 zł (gwarancja 3 lata). Uważam, że warto zainwestować w taki sprzęt, zwłaszcza jeśli ma się dziecko/dzieci w wieku przedszkolnym kiedy infekcje dróg oddechowych zdarzają się często.

Napary z owoców jarzębiny, które bogate są w kwasy organiczne, witaminę C, garbniki i beta karoten. Mają działanie przeciwbakteryjne i przeciwzapalne. W ubiegłym roku zaopatrzyłam się w wielką paczkę suszonych owoców jarzębiny, robiłam z nich w zimie napar dla córki kiedy widziałam, że „coś się kroi” (zaczyna się katar, jakiś kaszel, chrypka).

 

 

Picie dużej ilości płynów. Obojętnie czy to letnia herbatka, woda z sokiem, zwykła woda. Płyny nawilżają śluzówkę, zapobiegając wysuszeniu, łatwiej też odkrztusić jest dziecku flegmę. Niedobór wody w organizmie może nasilać objawy przeziębienia, a dziecko gorączkujące szybciej się odwadnia. Dlatego też chcąc nie chcąc moja córka ma podsuwane pod nos picie 😉

Ciepłe (nie gorące!) kąpiele np. z dodatkiem soli bocheńskiej. Same plusy bo nagle okazuje się, że Twoje osowiałe dziecko dostaje niezłego kopa i zaczyna brykać w wannie jak oszalałe, bawi się, chlapie, odzyskuje normalny głos (chrypa nagle zanika). Ponadto udrażnia się zatkany nos i dziecku zdecydowanie lepiej się oddycha. Wyziębiony organizm ogrzewa się i Twój maluch zaczyna normalnie funkcjonować 🙂

 

Rozgrzewająca zupka, najlepiej sprawdza się u nas rosół, ja najczęściej gotuję go na skrzydłach indyczych plus włoszczyzna i natka pietruszki- do tego makaron nitki lub kluski jajeczne. Jedna z moich ulubionych zup na chłodniejsze dni.

 

Jeśli te triki nie skutkują zabieram córkę do lekarza i wtedy wdrażam leczenie farmakologiczne zalecone przed pediatrę.

Fotki własne i www.pixabay.com

 

1361126909_by_PokazeCiPrawdeNicWiecej_600

Niezawodny sposób na migrenę

„Kiedy dopada Cię ból głowy, sięgnij po … ” Hasło nagminnie powtarzane w reklamach, widzimy je w Internecie, słyszymy w telewizji, nic więc dziwnego, że kiedy przytrafia się nam ból rozsadzający czaszkę biegniemy do apteki i kupujemy coś przeciwbólowego. Tych przeciwmigrenowych „cosiów” mamy na rynku farmaceutycznym całkiem sporo, wiem bo jakieś 80 procent już przetestowałam na sobie… Preparaty z kofeiną, kodeiną, paracetamolem, ibuprofenem, diklofenakiem, a nawet kwasem tolfenamowym. Do wyboru, do koloru, w cenach przystępnych i kosmicznych. Doceniam bo kiedy boli mnie głowa mam ochotę jak najszybciej łyknąć specyfik i walnąć się do łóżka po to aby przeczekać ból. Kiedy ból mija i tak jestem potem nie do życia, snuję się po domu osowiała, bez energii, wymęczona i wkurzona bo wiem, że następnego dnia znowu powitają mnie z rana młotki rozsadzające łepetynę. Cudownie. Bo tak już niestety jest z tą przypadłością migrenową, że lubi sobie wpaść niezapowiedziana i posiedzieć parę dni, prawie jak „ukochana” teściowa 😉 I tutaj żadna tableteczka nie zrobi nam czary mary i nie przepędzi na dobre upierdliwej migreny. Ona będzie wracać i wyłączać nas z życia na dwa, trzy, a może nawet i więcej dni.

Dlatego jeśli masz już dosyć po pierwsze nawracającego bólu, a po drugie wydawania sporo kasy na leki przeciwbólowe spróbuj sposobu starego jak świat i niedocenianego … po prostu….ZACZNIJ CHODZIĆ NA SPACERY = DOTLENIAJ SWÓJ ORGANIZM 🙂 Eureka! 🙂

To jest to! Gdybym sama nie doświadczyła korzyści płynących z spacerowania, nigdy nie przypuszczałabym, że zwykłe „latanie po mieście” może tak dobroczynnie wpłynąć na mój organizm. Wcale nie trzeba specjalnie gospodarować czasu i szykować się do parku, lasu, wystarczy np. przejść się codziennie do pobliskiej piekarni po pieczywo, odprowadzić dzieci do szkoły, przedszkola, nawet pójść do pracy. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jeśli jest się szczęśliwym posiadaczem samochodu lenistwo sięga zenitu (znam z autopsji) i wygodniej nam wszędzie podjechać, poza tym pracę i szkołę można mieć na drugim końcu miasta i wtedy piesza wędrówka tam i z powrotem to naprawdę spore wyzwanie.

Około 2,6 km – taki dystans pokonany pieszo wystarcza mi codziennie do tego żeby w końcu móc funkcjonować normalnie czyli bez jakiejkolwiek migreny.  To właśnie ruch na świeżym powietrzu świetnie dotlenia organizm (mózg, płuca, serce), od razu przybywa nam energii, jesteśmy rześcy i poprawia się nasza kondycja. Miłym skutkiem ubocznym spacerów jest także jędrniejsze ciało, zmniejsza się cellulit, ujędrniają się pośladki, jeszcze żaden kosmetyk nie zdziałał takich cudów 🙂 Podsumowując widzę same plusy mojego codziennego przemieszczania się pieszo. Jest to zdrowy nawyk z którego nie zamierzam rezygnować bez względu na pogodę, zawsze mogę uzbroić się w kalosze i parasol 😉